Body positive – ideologia, która bagatelizuje otyłość!

OTYŁA ZŁA KOBIETA JAKO OZNAKA SMUTKU

Body positive – ideologia, która bagatelizuje otyłość!

Body positive – ideologia, która bagatelizuje otyłość?

Fakty, których nie usłyszysz.

Body positive w wydaniu, w którym gloryfikuje się otyłość, to wymysł szatana.

Mocne? Może.

To najgorszy rodzaj samookłamywania i społecznej akceptacji autodestrukcji. Tak samo, jak nie można twierdzić, że alkoholik pije tylko dlatego, że ma wątrobę podatną na wódkę i jest bardziej zabawany.

Nie ma czegoś takiego jak „grube kości”, „genetyka” czy „magiczna wina hormonów”, która odbiera Ci szansę na zdrowie. Otyłość, choć może mieć różne przyczyny, to w ogromnej większości wynik złych decyzji, złych nawyków i ucieczki od odpowiedzialności za siebie

Body positive to nie jest miłość do siebie. To tchórzostwo.

Otyłość nie jest stylem życia.
To choroba, która powoli zabija.

Nie wmawiajmy sobie, że nadwaga czy otyłość to „różnorodność”. To jak nazywać raka „uroczym guzkiem”. Otyłość zabija. Zdaj sobie z tego do cholery jasnej sprawę! Zdecydowanie wolniej niż kula w głowę, ale równie skutecznie. To wyrok!

60% Polaków ma nadwagę lub otyłość.

Co piąte dziecko już dziś jest za grube, zanim jeszcze wejdzie w dorosłość.

Jeśli nie chcesz być częścią tych statystyk umów się na konsultację i zacznij działać teraz.

Uzależnienie od cukru zaczynamy się już w dzieciństwie.

To nie jest tak, że ktoś nagle w wieku 30 lat „wpada” w uzależnienie od cukru. My jesteśmy w to wpychani od dziecka. Kolorowe opakowania z bohaterami z bajek, reklamy bombardujące hasłami „specjalnie stworzone dla dzieci według najzdrowszej receptury” i karmienie maluchów tym, co świeci i miga jak choinka. Pomijam inne okoliczności natury „wygodnej” towarzyszące, a raczej przeszkadzającej w spożywaniu posiłków.

To dokładnie ta sama metoda, jaką Portugalczycy i Hiszpanie zdobywali Amerykę – kolorowe świecidełka udające skarby. I tak samo dziś koncerny handlują naszym zdrowiem: im bardziej błyszczy i kusi na półce, tym bardziej uzależnia.

Zrób test. Wejdź do dużego dyskontu.

Rozejrzyj się. Jakie kolory mają półki z syfiastym żarciem, chipsami, słodyczami, ciastkami, batonami? Cała tęcza. A teraz popatrz na produkty „bio”, względnie zdrowe. Zazwyczaj beż, szarość, stonowana zieleń.

Która półka przyciąga bardziej, jeśli nie umiesz czytać i oceniasz tylko oczami?

Dokładnie – ta krzycząca, neonowa, zalana bodźcami jak rolki w social media.

Uczymy dzieci jeść oczami, a nie rozsądkiem. Karmimy je opakowaniami, a nie jedzeniem. I tak wprowadzamy je w uzależnienie, które potrafi trwać całe życie. Bo organizm dziecka dostaje sygnał: kolorowe = nagroda, cukier = radość. Tylko że ta „radość” kończy się uszkodzonymi narządami i karambą zdrowotną w dorosłości.

Chcesz przerwać ten schemat u siebie i w rodzinie?
Kliknij i dowiedz się, jak zacząć zdrowe zmiany krok po kroku.

Mity o grubych kościach i genetyce.

Nie ma grubych kości. Nie ma genetyki, która magicznie każe Ci tyć od powietrza. To mit powtarzany przez ludzi, którzy nie chcą spojrzeć w lustro i przyznać, że winne są złe decyzje.

I nie, nie czujesz się świetnie, jeśli ważysz 20, 30 czy nawet więcej kilogramów. Możesz udawać, że akceptujesz swoje ciało, ale w nocy płaczesz w poduszkę, bo boisz się, że za chwilę serce nie wytrzyma. To jak mówienie, że luksusowy jacht, który nabiera wody, to wciąż świetna inwestycja.

Śmieciowe żarcie czyli trucizna w promocji.

Jak wspomniałam wyżej, sklepy są pełne gówna sprzedawanego w kolorowych opakowaniach. Jogurty „fit” z litrami i kilogramami cukru, „dietetyczne” pieczywo chrupkie, które pochłaniasz całymi opakowaniami, bo ma przecież mało kalorii, a potem popijasz colą zero, „dietetyczną” dla jasności. Znowu siebie oszukujemy i wmawiamy, że jak się nawpierniczamy produktów FIT to magicznym sposobem waga spadnie bo przecież się odżywiamy zgodnie z napisami na opakowaniach.

Druga strona medalu jest taka, że z niewiedzy ufamy reklamom i banerom fit=zdrowo=chuda sylwetka modelki. I znów wracamy do tematu z problemem alkoholowym, czyli że nie jesteśmy uczeni czytania etykiet, zdrowego (czytaj odpowiedniego) systemu żywienia, pracy z emocjami.

W dorosłym życiu, w tym sprincie do którego sami się po części wpędzamy, zgodnie z nurtem biegnących lemingów, nie mamy czasu analizować i się zastanawiać co kupić. Nie mamy czasu przygotowywać sobie jedzenia. Kupujemy produkty FIT, BIO, wysokobiałkowe KETO, gotowe dania okłamując siebie „ideologią napisową” zdrowia i dbania o siebie.

Cukier – dealer XXI wieku.

Największym dealerem naszych czasów jest wszechobecny CUKIER. Jest wszędzie, w jogurcie, w pieczywie, w sosie do makaronu, w wędlinie dietetycznej z indyka. I uzależnia silniej niż alkohol czy narkotyki.

Z rozmów z ludźmi wiem, że przestać pić alkohol – no chwilę zajmie, ale zdając sobie sprawę ze zdrowotnych konsekwencji można to zrobić względnie bezboleśnie. To samo z tytoniem. Z cukrem już jest duży kłopot. Uzależnia silniej niż dwie poprzednie trucizny.

Dlaczego? Bo jest społecznie akceptowany, dostępny na każdym kroku od najmłodszych lat, jest celowo ukrywany za facjatą zdrowego jedzenia. Dzieci dostają go w nagrodę „za coś”, dorośli w nagrodę za stresujący dzień. Tyle że każdy batonik, nawet ten keto czy dietetyczny to krok w stronę nadwagi, a potem choroby.

Zerwij z dealerem cukru. Umów się na konsultację i dowiedz się, jak odzyskać kontrolę nad jedzeniem.

Body positive czy body hypocrisy?

Skoro wymyśliliśmy „body positive” dla osób z otyłością, to może wprowadźmy też „anorexia positive”? Niech osoby zmagające się z wyniszczającym głodzeniem się powtarzają, że tak jest ok, bo „kochają siebie”. Brzmi absurdalnie? Tak samo absurdalnie brzmi akceptowanie otyłości jako czegoś normalnego.

Tak, trzeba kochać siebie! I właśnie z tej miłości trzeba zadbać o zdrowie, żeby żyć długo i w pełnych kolorach. Kochać siebie naprawdę, nie oszukiwać, że jest dobrze, kiedy ciało woła o pomoc.

Gdyby Twój najlepszy przyjaciel tył w oczach i łapał zadyszkę po wejściu po schodach – powiedziałbyś mu „super, jesteś gruby, tak trzymaj”? Czy raczej: „chodź, pomogę Ci, krok po kroku wrócimy do zdrowia”?

Bądź dla siebie swoim najlepszy przyjacielem.

Nie, nie chodzi o bycie chudzielcem, czy super modelką ze wszystkich oszukańczych zdjęć, filmików itp. mediów.

Chodzi o to, żeby:

  • nie dostać zawału po wejściu na drugie piętro,
  • nie łykać 10 tabletek dziennie na ciśnienie, cholesterol i tarczycę,
  • nie bać się, że dziecko zobaczy Cię w kostnicy szybciej, niż zdążysz odprowadzić je do szkoły średniej.

Od chrupka po tabletki – ten sam biznes.

Firmy, które karmią nas od najmłodszego syfiastym żarciem, to często część tych samych korporacji, które w dorosłym życiu sprzedają nam „cukiereczki chemiczne” – czyli leki na to, co popsuli w nas w dzieciństwie.

Mechanizm jest prosty:

  • najpierw jesz tanie, kolorowe świństwo produkowane na ilość, nie na jakość. Czyli musisz wpierdalać tonę, żeby w ogóle poczuć sytość,
  • uszkadzasz narządy, rozwalasz metabolizm, karmisz się cukrem i tłuszczem technologicznym,
  • a gdy organizm się buntuje – voila! – pojawia się super tabletka od koncernu farmaceutycznego, który (o ironio!) jest powiązany z tym samym przemysłem spożywczym.

To genialny i jednocześnie chory biznesplan. Najpierw płacisz za swoje powolne niszczenie, potem płacisz znowu, żeby „naprawić” to, co się popsuło.

I tak system kręci się w nieskończoność: od miski cukrowych kulek w dzieciństwie do pudełka leków na cholesterol i cukrzycę w dorosłości.

Hola, hola ale to nie jest kolejny argument do tego żeby usprawiedliwić swój brak odpowiedzialności za siebie i znów pokłonić się w kierunku, że wszyscy są winni tego że jestem grubasem. Muszę siebie kochać jako grubas bo przecież na każdym kroku mnie koncerny oszukują. Jestem taki biedny, osaczony, zmuszany!!!

Mam nadzieję, że rozumiesz ironię.

Otyłość to emocjonalna choroba, ale uleczalna.

Najczęściej, obok sztucznego zmuszania nas do gównianego jedzenia, jest nasza głowa. Jedzenie staje się pocieszeniem, nagrodą, zatyczką na emocje.

Cukier silnie aktywuje układ nagrody w mózgu, powodując gwałtowne wyrzuty dopaminy podobne do tych obserwowanych przy uzależniających substancjach – daje nam pozorną radość i ukojenie.
Działa na zasadzie krótkotrwałej euforii, ale w dłuższej perspektywie rozregulowuje oś podwzgórze–przysadka–nadnercza. Zwiększa tym samym wrażliwość na stres i pogłębia „głód nagrody”.

Ale to da się „leczyć” zmieniając nawyki. Wymaga to jednak odwagi i DECYZJI, czyli wzięcia odpowiedzialności za siebie. Powiedzenia sobie: „mam problem i czas to zmienić”.

Dlatego myśl co robisz i naucz się siebie.

Weź się w garść. Nie jest rozwiązaniem tabletka, magiczny pierścień. Nie ma też cudownej różdżki w postaci ozempicu, tak samo jak nie przytyłeś w dwa miesiące, nie schudniesz w dwa. Ale ZAWSZE można odwrócić ten proces.

Rozwiązanie to:

  • ŚWIADOMOŚĆ podejmowanych decyzji.
  • ŚWIADOMOŚĆ I EDUKACJA gdzie szukać i czego na wielkim wysypisku marketowych śmieci.
  • ŚWIADOMOŚĆ i CHĘĆ do zmian, prostych, skutecznych.
  • To nie reżim, nie kara. To droga do tego, żebyś znów czuł się lekki, wolny i miał w sobie siłę do życia

Jedyny minus tych zmian to czas. Wymaga od nas cierpliwości i konsekwencji, a sukces i długoterminowość gwarantowane.

To piękny proces. Każdy stracony kilogram to nie tylko mniejsza liczba na wadze, ale także: więcej tlenu, mniej tabletek, więcej radości.

Więcej o tych zmianach w mojej książce, która jest dostępna na platformie AMAZON.

Organizm to cudowna maszyna – wystarczy mu nie przeszkadzać.

Nasz organizm to genialny mechanizm, tak samo jak Ziemia. Jeśli nie będziemy mu przeszkadzać, on sam zacznie się naprawiać. Nie musisz z nim walczyć, bo walka ze sobą to bzdura. Trzeba działać dla siebie, a nie przeciwko sobie.

Nie miej wyrzutów sumienia, że zdarzy ci się zjeść pączusia albo coś syfiastego. Raz to nie zawsze. Prawdziwym problemem jest wtedy kiedy systematycznie niszczysz swoje zdrowie dzień po dniu, rok po roku. Bo jeśli coś psuło się przez lata, to logiczne, że nie naprawisz tego w kilka tygodni.

Ale możesz to odwrócić. Powoli, systematycznie, na spokojnie, bez bólu. Działając dla siebie, a nie przeciwko sobie. Każdy krok w stronę zdrowia to cegiełka, którą dokładasz do odbudowy swojego ciała.

Pomagaj sobie – nie karz siebie. Twój organizm potrafi się odbudować. To jest możliwe. On chce być zdrowy, chce działać pełną parą. Wystarczy, że mu na to pozwolisz.

Czas na decyzję – razem łatwiej.

Wybór należy do Ciebie. Albo będziesz się oszukiwać, że body positive to „wolność”, a tak naprawdę powoli będziesz zabijać siebie kilogram po kilogramie.

Albo powiesz STOP, podejmiesz decyzję i zaczniesz walczyć o zdrowie – krok po kroku, razem, z kimś kto wie, jak ci pomóc.

Najtrudniejszy krok?

Podjąć decyzję, że przestajesz się oszukiwać.
Reszta to już przygoda, przyjemna, pełna odkryć i powrotu do siebie.

WYGRANA!

Jeśli masz dość kłamstw i chcesz w końcu zawalczyć o zdrowie umów się na konsultację.
Nie będziesz w tym sam. Razem łatwiej, a twoja droga do zdrowia i dobrego życia może zacząć się dziś. Zrób ten pierwszy krok.