Odpowiedzialność!

Branie odpowiedzialności za swoje życieGrafika przedstawiająca człowieka podejmującego decyzję – odpowiedzialność za siebie i swoje emocje.

Odpowiedzialność!

Odpowiedzialność, czyli kto tu rządzi? Ty czy twoje wymówki?

Branie odpowiedzialności za swoje życie nie boli. No, może trochę… ale za to działa lepiej niż wszystkie wymówki świata.

Piszę o odpowiedzialności, bo dziś to chyba najrzadszy gatunek postawy.
Każdy ma gotowe wytłumaczenie: „miałem/am trudne dzieciństwo”, „pogoda mnie dobiła”, „retrogradacja Merkurego”, „to przez system” czy „uwzięli się na mnie”.
Jakby życie było jakimś reality show, w którym scenariusz napisał ktoś inny.

Era wymówek gdzie wszyscy mają gotowe usprawiedliwienia.

Żyjemy w świecie, w którym każdemu stanowi przypisano etykietę.
Nie masz siły? Wypalenie.
Nie chce ci się? Epizod.
Masz gorszy dzień? Zaburzenie nastroju.
A może po prostu masz gorszy dzień, bo jesteś człowiekiem, a nie robotem? Co jest absolutnie normalne!

Media społecznościowe karmią nas diagnozami jak tiktakami. Pseudo eksperci wymieniają objawy chorób jak z rękawa, a ty tego słuchasz i TO masz!
I w jednej sekundzie z człowieka stajesz się przypadkiem klinicznym.
Bo łatwiej wmówić sobie chorobę, niż przyznać, że po prostu nie chce Ci się ruszyć tyłka, co też jest normalnym stanem. Może ci się po prostu nie chcieć. Nie oznacza to również, że jesteś leniem albo że – modne słowo PROKRASTYNUJESZ.


Możesz nie chcieć. Bo po prostu TAK i już.

Ale ale, żebyś czytelniku nie pomyślał, że to jest hejt na realne problemy psychiczne one istnieją i są poważne. Nie o tym jest dzisiejszy wpis.
Od jakiegoś czasu nastała moda na etykietowanie wszystkiego i stała się wygodnym schowkiem na odpowiedzialność.
Bo jeśli to „moja natura – genetyka”, „moja trauma z dzieciństwa”, „mój znak zodiaku” to przecież nic nie mogę zrobić, prawda?
Tylko że właśnie wtedy oddajesz ster swojego życia byle komu. Ba! Nawet nie wiesz w sumie komu i płyniesz na fali, która Cię niesie nie wiadomo dokąd.

Myśl to nie ozdoba to kierownica twojego życia.

A przecież to, co myślisz o sobie, działa jak samospełniająca się przepowiednia.
Jeśli powiesz sobie, że jesteś do niczego, to nawet sukces potraktujesz jak przypadek.

Słowa UDAŁO MI SIĘ!!!! Serio UDAŁO???? Ehhhhh, mam nadzieję, że rozumiesz różnicę.
Jeśli uznasz, że masz pecha — przestaniesz widzieć, kiedy zrobisz dobrą robotę.


Bierz odpowiedzialność za swoje życie. Tylko swoje.

Lubimy zwalać winę na wszystko i wszystkich dookoła.
Bo pogoda, bo matka, bo ojciec, bo „tak mnie wychowano”, bo sąsiadka krzywo spojrzała, bo pełnia księżyca i zły czas dla Strzelca.
A kto podjął decyzję, żeby iść tą drogą? Ty sam i tylko TY.

Jasne, mamy wgrane od pokoleń różne „programy” takie jak normy kulturowe, tradycje, schematy, rodzinne historie.
Ale to nie znaczy, że musisz je ślepo powielać.


Masz własny rozum. Masz wybór.

A wybór równa się odpowiedzialność.

I tu dochodzimy do słowa, którego wielu ludzi panicznie się boi: KONSEKWENCJE.
Dla jasności, bo to nam się miesza, konsekwencja nie jest porażką.
To po prostu efekt Twojej decyzji.
Może być genialny, może być kiepski, ale jest Twój.

Zaznaczam Konsekwencja może być pozytywna, a może być negatywna. Jest wynikiem decyzji.

To trochę jak z emocjami. Nie jesteś odpowiedzialny za to, że coś poczułeś, ale jesteś odpowiedzialny za to, co z tym zrobisz. Za reakcję lub jej brak, decyzję, czy kierunek w którym zmierzasz.


Życie to nie film, gdzie ktoś napisze happy end.

To bardziej jak improwizacja, niby chaos, ale ciągle masz wpływ na to, jak potoczy się scena. I to jest w zasadzie fascynujące!

Tak jak improwizacja w teatrze, czy pojedynki stendaperów. Dostają hasło i na poczekaniu wymyślają ripostę. Czy jak w mojej ulubionej sztuce „Szalone nożyczki” gdzie publiczność (czyli nasza decyzja) decyduje o finale, a aktorzy dostosowują grę do wyboru (czyli pokazują konsekwencję naszego wyboru). Mega fascynujące, inspirujące, kreatywne.
Więc zanim znów powiesz, że to świat Cię blokuje, zrób prosty test:
czy to naprawdę on,
czy może tylko Ty trzymasz się kurczowo swojej wymówki?

Odpowiedzialność zaczyna się w dzieciństwie.

Pierwsze decyzje? Proszę bardzo: „W co się ubiorę?”.
Jeśli czterolatek zapragnie iść zimą w krótkich spodenkach i sandałach, bardzo proszę niech idzie. Bo jak mu malutki tyłeczek przymarznie do huśtawki, to następnym razem sam wybierze spodnie i buty zimowe.

Swoją drogą to nie przymarznie, nie bój się, bo nawet do tej huśtawki w śniegu w sandałkach nie dojdzie. Nasze rodziców to zadanie. Ważne, żeby maluch odczuł zimno, że odzież wybrana nie jest odpowiednia do warunków. Gwarantuję, że zapamięta.

Ale co robi większość rodziców? Krzyczy: „Nie, bo się przeziębisz!”. I bum, odbieramy dziecku prawo do nauki na własnych błędach. Potem dorasta pokolenie ludzi, którzy nie potrafią decydować, bo zawsze ktoś decydował za nich. Hodujemy nie dzieci, tylko… pizdeczki bez zdolności do samodzielnego myślenia. Za to czyste, wyprasowane, uśmiechnięte, ale kompletnie nieprzygotowane do życia.


Odpowiedzialność równa się wolność.

Nie chcesz, żeby twoje dziecko było robotem na pilota? To daj mu decydować. I niech poniesie konsekwencje. Spóźniło się do szkoły, bo nie ustawiło budzika? To się spóźni. Świat się nie zawali. Następnym razem już nastawi.

Nie napisało pracy, chociaż się umawialiście? To niech dostanie jedynkę. Jego jedynka. Ty skończyłeś już szkołę jakiś czas temu.

Ale tu się pojawia jeszcze dodatkowa historia. Nasze poczucie winy i to o mnie będzie świadczyło (czyli co ludzie powiedzą) jak się dziecko spóźnia, czy nie odrobi pracy, jak ja wychowuje człowieka na spóźnialskiego i leniwego!

Wow czy naprawdę to świadczy o Tobie? Zastanów się nad tym. Co Cię obchodzą ludzie?

I tak, wychowanie to proces poprzez doświadczanie w tym popełnianie błędów. Pozwól dziecku się rozwijać i „macać” świat. Olej „co ludzie powiedzą”.

Bo wiecie, co się dzieje, kiedy nie uczymy odpowiedzialności? Dorośli ludzie tłumaczą swoje porażki… zaćmieniem księżyca, złym układem planet, albo tym, że mama nie przytulała wystarczająco często w dzieciństwie. To nie jest życie. To jest wieczne usprawiedliwianie się.


Bierz odpowiedzialność za SIEBIE, nie za innych.

Twoje decyzje to Twoje konsekwencje.
Decyzje twojego dziecka to konsekwencje twojego dziecka.
Decyzje sąsiadki to konsekwencje sąsiadki (nawet jeśli piecze najgorszy sernik świata).

Proste. Nie cudze życie, nie cudze błędy, nie cudze wybory.

TY jesteś odpowiedzialny tylko za siebie.


Chcesz być wolny?

Chcesz mieć życie naprawdę swoje, a nie pod dyktando innych?
To przestań marudzić, przestań zwalać winę na cały wszechświat. Podejmuj decyzje i licz się z ich skutkami.

Bo tylko wtedy można powiedzieć: „To jest moje życie”.

I pozwól swojemu dziecku złamać na samym początku te wszystkie bariery, które im budujemy jako rodzice. Bądź świadomy siebie.


Teraz druga strona medalu, też często spotykana.


Nie wpieprzaj się w cudze życie.

Tak, dobrze czytasz. Skoro odpowiedzialność to indywidualna sprawa, to znaczy, że nie masz prawa dyktować innym, jak mają żyć. Partner, dziecko, rodzic, przyjaciel – każdy ma swoje decyzje i swoje konsekwencje. Twoje ulubione „POWINNO” możesz sobie wsadzić… no, wiesz gdzie. Czyli nie bądź sąsiadem, który oburza się na rodziców, że jego dziecko w zimie wyszło na plac zabaw w sandałkach.

Bo na jakiej podstawie masz mówić drugiemu człowiekowi, jak ma myśleć i działać? Nie jesteś wszechświatem, tylko jednym z jego użytkowników. Każdy ma prawo do własnych błędów, a twoja złość, że ktoś „nie zrobił jak mówiłeś”, jest zwyczajnie śmieszna.


Dlaczego to ważne.


Rodzice często krzyczą, bo „wiedzą lepiej”. Jasne, masz doświadczenie, masz lęki i dobre intencje. Problem zaczyna się, gdy zamiast tłumaczyć i proponować, zaczynasz wykonywać za dziecko lub wymuszać posłuszeństwo. Efekt? Dziecko nigdy nie ćwiczy wyborów, nie widzi konsekwencji i dorasta w przekonaniu, że ktoś zawsze naprawi jego błędy.

A to prowadzi do paniki, kiedy przychodzi chwila, by samemu wybrać.

Pierwsza panika: „Co jeśli źle wybiorę?”.
Odpowiedź brzmi: nic. Po prostu zobaczysz konsekwencje.
Druga panika: „Ale nikt mi nie podpowiada!”.
No tak – bo to twój wybór, nie cudzy.
Trzecia panika: „To ja naprawdę muszę wziąć odpowiedzialność?”.
Tak. Bo wreszcie nikt nie zrobi tego za ciebie.

I właśnie dlatego nie powinniśmy wyręczać innych w decyzjach. Bo wtedy zabieramy im najważniejszą lekcję życia: uczenia się odpowiedzialności poprzez doświadczenie.


Jasna granica, nie mówisz komuś, jak ma żyć

Możesz oferować wsparcie, radę, punkt widzenia. Ale nie masz prawa dyktować, jak ktoś ma żyć, myśleć czy kochać. Tak jak Tobie nikt nie powinien (!) narzucać jak masz żyć.

Każdy ponosi konsekwencje swoich decyzji i każdy ma prawo je ponieść. Nie denerwuj się, że ktoś nie robi tak jak Ty mówisz. Twoje „wieszlepstwo” nie jest mandatem do rządzenia czyimś życiem.


Strach ma wielkie oczy.

Zawsze boimy się nieznanego. To naturalne. Ale tylko doświadczenia, tak jak trening, czynią nas mistrzami. Każda podjęta decyzja – dobra czy zła – jest kolejnym krokiem w uczeniu się odpowiedzialności.

Źle wybrałeś? To wrzucasz to na garba i idziesz dalej. Bez paniki, bez dramatu. Świat się nie skończy. Nikt cię z kuli ziemskiej nie zrzuci. Po złej decyzji możesz podjąć następną. Albo tę samą skorygować. Masz wybór. Zawsze.

Ale jeśli tego nie ćwiczymy? No to dupa zbita. Stoimy w miejscu.


Brak decyzji to też decyzją

tyle że taką, która utrzymuje Cię w stagnacji. Nie podejmujesz wyzwań, nie próbujesz nowych, dziwnych, strasznych rzeczy.

Ale uwaga: to też jest OK, jeśli świadomie bierzesz odpowiedzialność za to, że tak właśnie chcesz żyć. Komfort, spokój, zero ryzyka? Proszę bardzo.

Ale wtedy nie narzekaj. Nie opowiadaj bajek, że „chciałbyś, ale nie możesz”, bo….. i tu można wpisać tysiąc bzdurnych wymówek: pogoda, sąsiadka, rząd, niekorzystny biomed, brak weny, zły dzień tygodnia.

Nie, nie i jeszcze raz nie.

Brak decyzji to też decyzja. I ona też ma swoje konsekwencje.


Smak odpowiedzialności.

A kiedy decyzja okazuje się dobra? Ach, to uczucie! Człowiek rośnie o dwa centymetry, dostaje skrzydeł i nagle myśli, że może rzucić się nawet w coś bardziej ryzykownego.

I to jest piękne – bo czujesz, że żyjesz.

Ale nie daj się zwieść. Decyzja to decyzja. Nie ma łatki „dobra” czy „zła”. Są tylko konsekwencje: takie, które dają Ci kopa i pchają naprzód, albo takie, które zmuszają do kombinowania i zmiany planu.

I jedno, i drugie jest świetne, bo rozwijasz się, zamiast kisić w tym samym miejscu.


Podsumowanie z przymrużeniem oka

Życie nie jest egzaminem z matmy, gdzie ktoś czerwonym długopisem stawia krzyżyk. Tu każda decyzja to ruch – w przód, w bok, czasem w bagno. Ale ruch. A jak siedzisz i nie decydujesz, to też wybierasz, tylko stoisz w miejscu i czekasz, aż ci kręgosłup zdrętwieje. Jeśli lubisz, nikomu nic do tego.

Najważniejsze? Świadomość, że ster trzymasz Ty, a nie „ktoś”, księżyc w pełni czy kot, który przebiegł ci drogę.

Odpowiedzialność to wolność.

Wolność to ryzyko.

A ryzyko to właśnie to, co sprawia, że chce się żyć.

Rób błędy

Więc podejmuj decyzje, rób błędy, śmiej się z konsekwencji i idź dalej. Bo inaczej całe życie spędzisz na wymówkach, a to naprawdę kiepska rozrywka.

Nie, za otyłość nie odpowiadają geny-sreny, tylko to, że żresz codziennie paczkę chipsów i popijasz colą.

Za chlanie nie odpowiada „taka sytuacja w kraju”, tylko to, że wieczorem wybierasz flaszkę zamiast spaceru.

Za ćpanie nie odpowiada „ciężkie dzieciństwo”, tylko to, że walisz kreskę, bo szybciej poprawia nastrój niż rozmowa z drugim człowiekiem.

To nie kody DNA, nie koniunkcje planet, nie matka ani ojciec –TO TY DECYDUJESZ – zrozum!.

I tak samo tylko ty możesz zdecydować, że już tego nie chcesz.

Że nie chcesz się truć,
nie chcesz się topić w alkoholu,
nie chcesz puchnąć od fast foodów. I co tam innego już NIE CHCESZ.

To zawsze jest decyzja. A jeśli mówisz, że szukasz rozwiązania, szukasz i „jakoś nie znajdujesz” – to sorry, ale może wcale nie chcesz znaleźć.

Bo jak człowiek naprawdę chce, to znajduje.
Jak nie chce, to wymyśla wymówki.
Proste.


Chwyć się za jaja i weź odpowiedzialność za stan swojego życia i sytuacji.

Bo inaczej zawsze będziesz siedział w tym samym bagnie, płakał nad losem i wymyślał kolejne bajki o genach, pogodzie, nieszczęśliwym dzieciństwie czy kumulacji chorób.

Jeśli świadomie decydujesz zostać w miejscu, to twoja decyzja. Nie obarczaj winą całego świata za własne niezadowolenie. Nie opowiadaj, że „inni mnie nie pomogli, więc się zabiję”, nie groź i nie szantażuj własnym dramatem.
To nie jest argument, to prymitywna ucieczka od odpowiedzialności.
Nie zwalaj ciężaru swojego życia na rodziców, partnera, przyjaciół ani na pogardliwą sąsiadkę bo to TY trzymasz ster. Jeśli nie chcesz się zmieniać, spoko, ale nie zamieniaj tego w cudzą winę ani w teatr dramatów, gdzie każdy ma za Ciebie płakać.
Weź odpowiedzialność albo przyjmij konsekwencje braku decyzji, ale przestań obarczać innych swoim wyborem.

Odpowiedzialność polega na tym, by mieć odwagę powiedzieć:
To moja decyzja i to ja poniosę jej konsekwencje.

Stoisz w miejscu? Decyzja dojrzewa, ale wciąż się boisz?
Kliknij w ten cholerny obrazek drogi i napisz do mnie.
Razem posprzątamy ten chaos w głowie i ruszysz z miejsca.
Gwarantuję, że będzie prawdziwie.