Ten artykuł miał powstać w poniedziałek.…
ale niebo ma własny harmonogram..
Jest środa, no cóż……
Ten tekst miał być gotowy jak zawsze już w poniedziałek. Miałam nawet w głowie piękny, ułożony wstęp. Spróbuj jednak usiąść do klawiatury, kiedy doba jest przesunięta. Budzik wyje o 4:00 rano, w sumie to jeszcze noc, a świadomość gaśnie około 20:00, ponieważ ciało po prostu mówi: „stop, tyle na dziś”.
Tu nie ma czasu na nudę, ciszę ani spokojne przemyślenia. Wszystko dzieje się szybciej niż ręce nadążają pisać, a żaden opis nie odda tego, co dzieje się w niebie.
Każda godzina to nowe emocje,
nowe próby, nowe „układanki” w powietrzu. Jestem zaangażowana jednocześnie emocjonalnie, fizycznie i fotograficznie w budowanie dużej formacji na florydzkim niebie.
To oznacza, że publikacja musiała poczekać.
Kiedy na niebie powstaje historia, ziemia musi ustąpić. Taka sytuacja.
I tak właśnie wygląda tu rzeczywistość. Planem dnia jest adrenalina. Zamiast spokojnego pisania, kolejny skok, kolejna zbiórka, kolejna zmiana w składzie. A ja jestem w tym wszystkim po uszy.
Życie na rekordzie rządzi się własnym kalendarzem, zegarkiem w kompletnie ignorując mój rytm.
Emocje po trzech kobiecych rekordach nawet nie zdążyły usiąść na ziemi, a już w powietrzu, nad moją głową „układa” się kolejny rozdział historii. Właśnie teraz, w tej chwili
Magiczna cyfra 107
Właśnie jak to piszę trwa piąta próba ustanowienia formacji 107-osobowej.
Drugi dzień dopracowywania składu, synchronizacji i całej tej kosmicznej mandali. Trzeba odtańczyć na skrzydłach taniec w powietrzu, mając dosłownie kilkadziesiąt minut i zero marginesu błędu.
Jakby tego było mało nie tylko biją rekordy, tworzą nowy wymiar kobiecego pilotowania dużych formacji.
Carmen Juneau, między jedną formacją bazową a drugą, ustanowiła rekord w roli kobiety-pilota dla 36 osób.
Tak po prostu. Jakby to była kolejna rzecz do odhaczenia na liście: „spadochron – jest, kombinezon – jest, rekord pilotowania – zrobiony”.
Tu niebo żyje. Kobiety tworzą historię na bieżąco, a my wszyscy jesteśmy świadkami czegoś, co już za chwilę stanie się legendą.
Powrót w formie pisemnej do emocji sprzed tygodnia.
Kobiety pokazały, że nie ma rzeczy niemożliwych, a ja mam zaszczyt być w samym centrum wydarzeń
Trzy dni. Tyle wystarczyło, by 25 niesamowitych kobiet oraz trzy niezastąpione kamerzystki zawojowały niebo nad Jump Florida Skydive. Dzielne Spadochroniarki na nowo napisały historię światowych rekordów.
Ostatni kobiecy rekord datowany był na 1997 rok! Tu i teraz, na moich oczach, powstało coś, co jeszcze niedawno brzmiało jak marzenie z pogranicza absurdu.
Kobiety nie gęsi, swój język (i swoje niebo!) mają.
I cyk… zawojowały świat.
13 listopada 2025 – 16- tka sekwencyjna – 2 pkt.
Czyli Dziewczyny złożyły diament z 16 dziewczyn, a potem na dodatek pozamieniały się miejscami.

fot. Cat Isgrigg – USA
13 listopada 2025 – drugi rekord – 21 dziewczyn w skoku sekwencyjnym – 2 pkt

fot. Cat Isgrigg – USA
3 rekord – 14 listopada – 23 Dziewoje – 2 pkt

fot. Cat Isgrigg – USA
25 Kobiet Skoczków, jedna wizja i nieprawdopodobne skupienie
Zebranie w jednym miejscu tylu utalentowanych, silnych psychicznie i fizycznie spadochroniarek to wyczyn sam w sobie. Każda z nich ma inną historię, inny styl, odmienne doświadczenie. W powietrzu muszą stać się jednym organizmem. Wspólnym, zsynchronizowanym, perfekcyjnie zaplanowanym projektem, który ma tylko jeden cel: pobić rekord świata.
To nie jest tylko skok. To logistyka, precyzja, godziny briefów, mentalnych przygotowań, analiz.
Potem absolutne skupienie. W tym jednym najważniejszym momencie, który trwa zaledwie kilkanaście minut.
Międzynarodowa siła kobiet! Ponad granicami, ponad podziałami.
Na niebie spotykają się dziewczyny z Kanady, Wielkiej Brytanii, USA, Polski i Czech, a także uczestniczki urodzone na Białorusi oraz w Rosji, które dziś mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu cała grupa tworzy wyjątkowo różnorodną i międzynarodową społeczność.
W powietrzu nie ma polityki, uprzedzeń, szumu informacyjnego i podszytych emocjami podziałów.
Tam liczy się człowiek, pasja i cel.
Udowadniają, że choć świat potrafi bombardować negatywnymi emocjami, manipulacją czy lękiem, ponad 4000 metrów nad ziemią panuje zupełnie inne prawo: prawo wzajemnego wsparcia i zaufania.
Jedna Polka wśród rekordzistek i duma, która unosi w powietrze
W tym kobiecym gronie jest jedna Polka – Justyna, która swoim talentem, determinacją i odwagą zapisuje się w historii światowego skydivingu. Jej obecność dodaje temu wydarzeniu osobistego, poruszającego akcentu. To nie tylko rekord – to powód do dumy, inspiracja i dowód, że marzenia nie znają granic.
A ja? Mam zaszczyt być świadkiem tej historii
Kronika z powietrza i ziemi, moja misja w tych wydarzeniach
Podczas tego wydarzenia pełnię rolę osoby, która splata wszystkie wątki w jedną opowieść. Z bliska towarzyszę każdej z uczestniczek, zatrzymując w kadrze ich emocje, energię i koncentrację. Rozmawiam z nimi, słucham, wyłapuję to, czego nie widać z zewnątrz. Stres przed wejściem do samolotu, ekscytację po udanym skoku, dumę po kolejnych udanych figurach.
Równocześnie gromadzę materiały z różnych źródeł. Nagrania z powietrza, ujęcia ze skoków, zdjęcia tworzone przez inne dziewczyny. Wszystko to, razem da pełen, wielowymiarowy obraz tych trzech intensywnych dni.
Już po wydarzeniu, z tych rozsypanych kawałków historii złożę jedną całość — film. Będzie on opowiadał o rekordzie z perspektywy ludzi, ich emocji i wspólnego celu. Nadaję tej historii kształt, rytm i pamięć, która zostanie na lata.
I mam z tego ogromną frajdę. Nie codziennie człowiek stoi obok wydarzenia, które za chwilę trafi do historii światowych rekordów.
Determinacja, pasja i bycie ponad barierami
Ten rekord to nie jest tylko układ w powietrzu.
To symbol:
- determinacji, która nie cofa się przed żadnym wyzwaniem,
- pasji, która potrafi łączyć ludzi ponad kulturami, językami i kontynentami,
- wspólnego celu, który sprawia, że każdy krok, każdy skok i każdy oddech nabiera znaczenia,
- siły kobiet, które potrafią współpracować, wspierać się i wznieść ponad wszelkie bariery.
Tu nie chodzi tylko o latanie.
Chodzi o to, że kiedy kobiety postanawiają zrobić coś razem, robią to spektakularnie.
Wyczekiwanie, co dalej
A teraz… czekamy.
Ekipa, niebo, całe to szalone, wielokolorowe, międzynarodowe plemię ludzi, którzy postanowili razem zrobić coś, co na papierze wygląda jak science fiction.
Bo to, co dzieje się teraz — kobiety wspólnie z mężczyznami — to już inny poziom skali.
Zgranie 8 samolotów, 107 skoczków, 5 kamerzystów. Pełna synchronizacja, idealna stabilność, koncentracja,fizyczna siła, mentalna odporność, kiedy adrenalina wali jak młot…
To nie jest „kolejna próba”. To architektura w powietrzu. Choreografia, która trwa minuty, a pochłania lata doświadczenia.
Wszyscy tu jesteśmy świadkami czegoś, co może wydarzyć się dosłownie za chwilę.
Niebo jest napięte jak struna. Samoloty stoją gotowe. Ludzie w kaskach i kombinezonach łapią ostatnie głębokie oddechy. Każdy ruch, każdy gest, każde spojrzenie ma znaczenie.
A my stoimy na ziemi i czujemy w powietrzu tę elektryczną ciszę przed czymś wielkim.
W podsumowaniu jeśli uda im się dziś złożyć całość w jedną formację, to będziemy patrzeć na najpiękniejszy dowód tego, że kiedy ludzie łączą siły, niebo przestaje być granicą.
I właśnie na to teraz czekamy.
Z bijącym sercem, z ogromną nadzieją i świadomością, że historia znów stoi kilometr nad nami gotowa, by opaść na ziemię w postaci rekordu.
Już za chwilę.
Trochę zdjęć dziewczyn i ciut zdjęć z dużej formacji, jako przedsmak całej fotorelacji.












