Igrzyska Olimpijskie 2026

ZIO 2026 droga do sukcesu i najważniejszej nagrody sportowca - uczestniczenia w rywalizacji Olimpijckiej

Igrzyska Olimpijskie 2026

Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026

Mediolan – Cortina

Już za 10 dni rozpoczną się XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortinie. Miałam przyjemność być i w Milano – stolicy światowej mody jak i zjeżdżać stokami w Cortina d’Ampezzo. W mojej głowie są obrazy tych pięknych miejsc i z ogromną niecierpliwością wyczekuję spektaklul i ferii emocji jaką nam niesie ten najbliższy czas.

To wydarzenie, które dla milionów ludzi na całym globie jest czymś więcej niż kilkoma tygodniami śniegowych zmagań. To epoka marzeń, nadziei i kwintesencja odpowiedzi na pytanie „dlaczego właściwie uprawiamy sport?”

Igrzyska vs Olimpiada

Zacznijmy od tego, czym są właściwie Igrzyska, a czym Olimpiada. Dla wielu te terminy używane są zamiennie, ale w precyzyjnej definicji

Igrzyska to sam ogólny wielki festiwal sportowy nazwa o wydarzeniu;

Olimpiada to cykl czterech lat, okres między kolejnymi edycjami spektaklu determinacji i ziszczenia marzeń sportowców. Wyznacza on czas, rytm przygotowań, kwalifikacji, triumfów i porażek.

Cztery lata przygotowań…..

To właśnie ten rytm, ta miara czasu, pokazuje jak wymagające są te cztery lata i że często nawet cztery lata to za mało. W wielu przypadkach zawodnicy i ich sztaby przygotowują się nie na jedne igrzyska, ale podczas kilku cykli olimpijskich, zanim ich doświadczenie dojrzeje do momentu, w którym świat może ich zauważyć i nagrodzić.

Droga do Igrzysk

Dla wielu sportowców droga do igrzysk to droga życia, tak jak na zdjęciu do niniejszego artykułu. Mały sportowiec marzy od początku swojej kariery o starcie w tej najważniejszej imprezie.

Ta droga ma wiele wybojów, potknięć, mini sukcesów, wielu porażek. To lata wstawania o świcie, setki godzin treningów, sztaby trenerów, fizjoterapeutów, psychologów, rodzinne wsparcie i wyrzeczenia, które kosztują więcej niż pieniądze bo kosztują całe życie. Przystosowane do rytmu życia sportowego. To nie jest sukces jednej osoby. To sukces zespołu ludzi, którzy przez lata inwestują energię i czas w jeden cel.

Nie zawsze jest sztab ludzi, nie zawsze jest wsparcie. Niekiedy determinacja i chęci doprowadzają do realizacji marzeń tego małego sportowca w ciele dojrzałego zawodnika.

Pierre de Coubertin

No i nie może w tym miejscu zabraknąć zdania barona Pierra de Coubertin jako najbardziej rozpoznawalnej myśli nowożytnych igrzysk, esencji jego filozofii, a mianowicie:

„Najważniejsze nie jest zwycięstwo, ale samo uczestnictwo”.

To jest sedno olimpizmu: wysiłek, walka i staranie się o własne granice są ważniejsze niż rezultat na tablicy wyników.

Historie, które wydobywają sens olimpijski

Jamajscy bobsleiści – ZIO Calgary 1988

Ich historia to symbol odwagi i wytrwałości. Bo kto to widział kraj bez zimy, bez lodu, bez tradycji sportów zimowych wystawia ekipę w jednej z najbardziej „lodowych” dyscyplin. Dla słabszych bobsleje to taki zjazd na specjalnych „sankach” po torze lodowym z bardzo dużą prędkością. Nie ukończyli rywalizacji w czwórkach, no ale brali udział i reprezentowali swój kraj.

Ich historia stała się później kanwą filmu „Cool Runnings”. Polecam!

Hola, hola. Żeby nie było, 1988 rok to był ich debiut jako drużyny i kraju w tej dyscyplinie. Najlepszy wynik uzyskali w Igrzyskach w Lillehammer w 1994 roku, gdzie zajęli 14 miejsce, wyprzedzając USA, Rosję i Francję

Eddie „Orzeł” Edwards – UK – ZIO Calgary 1988

Michael Edwards – Brytyjczyk, z zawodu tynkarz, z wykształcenia…bez znaczenia w sumie. Miał marzenie wystartować w igrzyskach olimpijskich. No i je zrealizował! Bez żadnego sportowego zaplecza, bez szans, bez predyspozycji.

Główne przeszkody (bo to nie problemy przecież) polegały na tym, że:

  • Wielka Brytania nie miała tradycji skoków narciarskich, (ostatni skoczkowie na igrzyskach startowali w 1928 oku!)
  • Edwards nie miał NIC – pieniędzy, zaplecza ani trenera,
  • zaczął trenować skoki bardzo późno jak na standardy tej dyscypliny, był po 20 (!)
  • miał poważną wadę wzroku (nosił grube okulary pod goglami),
  • był fizycznie zupełnie nieprzystosowany do tej konkurencji (za ciężki jak na skoczka).

A jednak, co zrobisz, nic nie zrobisz. Chciał, pracował, trenował, miał marzenia i pasję i bardzo proszę w 1988 roku pojechał na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Calgary jako pierwszy w historii reprezentant Wielkiej Brytanii w skokach narciarskich.

Zajął ostatnie miejsca na skoczni normalnej i dużej. To bez znaczenia. Medialnie, stał się bohaterem igrzysk i widocznym jej przedstawicielem utożsamiającym idee barona w czystej nieskazitelnej postaci.

Nie był on „produktem systemu szkoleniowego”, faworytem, nawet nie był „materiałem na skoczka”. Był człowiekiem, który uparł się, że spełni swoje olimpijskie marzenie, płacąc za treningi własną pracą fizyczną, śpiąc w tanich hotelach, pożyczając sprzęt i ucząc się metodą prób i błędów.

Gdy skakał, cały stadion wstawał. Nie dlatego, że mógł wygrać.
Dlatego, że miał odwagę spróbować.

Jego historia była tak symboliczna, że po igrzyskach zmieniono przepisy kwalifikacyjne, aby podobne przypadki nie mogły się już zdarzyć, że gość z ostatniego miejsca jest większą gwiazdą niż medaliści. Wprowadzono zatem ostrzejsze minima sportowe.

W 2016 roku powstał o nim film „Eddie the Eagle”, który dobrze oddaje klimat tej historii.

Elizabeth Swaney – USA – ZIO Pjongczang 2018

Najgorsza narciarka dowolna hallfpipe Igrzysk w Korei Południowej w 2018 roku. Elisabeth Swaney na nartach nauczyła się jeździć w wieku 25 lat i za cel postawiła sobie start na igrzyskach. I znów bardzo proszę, determinacja a i sposób jak „oszukać” system kwalifikacji pomógł w realizacji tego marzenia. Amerykanka z pochodzenia, na igrzyskach reprezentowała Węgry (kraj pochodzenia dziadków). Żeby wejść do drużyny i uzyskać kwalifikację „zbierała” punkty startując w możliwie jak największej liczbie imprez, gdzie startowało mniej niż 30 zawodniczek. Ogłosiła publiczną zbiórkę pieniędzy na start i się udało. Wystartowała w wieku 33 lat!

Oczywiście znaleźli się krytycy, którzy mówili o niej jako o kimś, kto „oszukał system”, jednak wielu sportowców broniło jej prawa do udziału, podkreślając, że wysiłek włożony w osiągnięcie minimum również zasługuje na szacunek.

Isaac Menyoli – Kamerun – ZIO Salt Lake City 2002

Architekt Isaac Menyol był pierwszym i jedynym sportowcem z Kamerunu w historii Zimowych Igrzysk (Salt Lake City 2002) w narciarstwie klasycznym. Wystartował w konkurencjach, w których jego szanse były minimalne, ale jego celem nie było podium. Wykorzystał udział w igrzyskach, by zwrócić uwagę na problem AIDS w swoim kraju i szerzej promować zdrowie publiczne.

Ester Ledecká – Czechy – ZIO Pjongczang 2018

To nie przykład braku umiejętności, Ester Ledecká z Czech dokonała czegoś, co wcześniej wydawało się niemożliwe: zwyciężyła w dwóch różnych konkurencjach na jednych Igrzyskach. Pierwsza osoba na świecie, która wygrała dwa złote medale w zupełnie różnych dyscyplinach sportów zimowych, a mianowicie w snowboardzie i narciarstwie alpejskim.

To przykład ekstremalnej wszechstronności i odwagi, wykraczającej poza tradycyjne granice jednej specjalizacji. Praca czyni sportowca zdolnego do rzeczy, które inni uważają za niemożliwe. To oczywista oczywistość i wie to każdy sportowiec, który choć trochę w jakiejkolwiek dyscyplinie „siedział”.

Deanny Stellato-Dudek — triumf nad czasem i własnymi ograniczeniami
– ZIO Mediolan, Cortina 2026

Jako, że łyżwiarstwo figurowe to mój podstawowy, naczelny i najbliższy ciału język sportowy historiaa Deanny Stellato-Dudek jest szczególnie mi bliska.

W świecie łyżwiarstwa figurowego nie tylko przełamała stereotypy dotyczące wieku, ale wręcz przedefiniowała je na własnych warunkach.
Dopiero teraz w wieku 42 lat przygotowuje się do swojego debiutu olimpijskiego. Jej droga do tego miejsca wygląda jak scenariusz sportowego filmu pełnego wzlotów, upadków i niezłomnej wiary w siebie. Może ktoś nakręci taki film…..

Jak pisałam na wstępie, u niej tych cykli olimpijskich było, że hoho – z przerwami na zycie, ale również dopięła swego – pełen szacunek.

Czterdzieści dwa lata i treningi, starty, stresy. Niektórzy są w tym wieku wrakami ludzi, ledwo wstającymi z łóżka o poranku. Zostają młodymi dziadkami, a Dziewoja wchodzi w rozgrywki z nastolatkami. WOW!

Jej historia zaczęła się od srebrnego medalu mistrzostw świata juniorów, gdzie była reprezentantką Stanów Zjednoczonych. Niestety mając lat 17 poważna kontuzja biodra brutalnie przerwała rozwój sportowy i zakończyła jej karierę sportowca. Na całe szczęście tylko na chwilę.

Zmiana konkurencji

Zdrowie nie pozwoliło na życie sportowe nastoletniej zawodniczce, no ale życie nadal trwało. Praca – kosmetyczka kwalifikowana, dom, codzienność – marzenia jednak nie pozwoliły się odłożyć między książki na półkę.

Przełom nastąpił w 2016 roku, kiedy to Deanna podjęła DECYZJĘ, że wraca! Zmieniła jednak konkurencję z solowej i zaczęła trenować w parach sportowych (hmmm!!!!toż to kolejny dla mnie szok – dla słabszych konkurencja par sportowych jest zdecydowanie bardziej obciążająca stawy kończyn dolnych aniżeli konkurencje solowe) z Maxime’em Deschamps.

Para wspólnie zdobywała medale Pucharu Grand Prix. W 2024 roku Deanna została najstarszą kobiecą mistrzynią świata w łyżwiarstwie figurowym, co samo w sobie było historycznym osiągnięciem.

Decyzja o zmianie barw narodowych i zostaniu obywatelem Kanady umożliwiła jej start w igrzyskach w barwach nowej reprezentacji KANADY.

Także w Mediolanie już za kilkanaście dni przekonamy się czy marzenia tej „emerytki” łyżwiarskiej się ziszczą. Ja trzymam kciuki bardzo mocno. Jest niewiele młodsza ode mnie. To daje mi mocno do myślenia.

Taka osobista dygresja. Wiek to nie ograniczenie. Jedyne ograniczenia jakie mamy to te w głowie. To tam stawiamy mury nie do przejścia.

Deanna jest symbolem życiowej drogi do Igrzysk, nieustępliwości i miłość do sportu. Jej historia przypomina, że marzenia nie mają terminu ważności. Powroty do dyscypliny bywają esejami o odwadze i wierze w sens własnej drogi nawet jeżeli trwała latami.

Otwarcie Igrzysk Olimpijskich – spektakl artystycznych dusz

Nie mogę też nie wspomnieć o uroczystościach otwarcia igrzysk. Już od najmłodszych lat wstrzymywałem oddech, patrząc na te spektakularne przedstawienia, w których świat staje się jednym, a sztuka miesza się ze sportem. Każda parada reprezentacji, każdy taniec, światła i muzyka tworzą małe widowisko w skali świata. Budują atmosferę jedności, radości i święta ludzkiego wysiłku. Pomysły i niespodzianki tego widowiska przyciągają mój nos do ekranu na wiele godzin – bo to długie jest. A sam moment zapalania znicza powoduje, że łezka wzruszenia kręci mi się w oku za każdym razem. To jest magiczne przeżycie dla każdego sportowca.

Historia – ciut tylko

W pierwotnym historycznym znaczeniu igrzyska były świętem religijnym i kulturowym. W starożytnej Grecji organizowano je ku czci bogów, przede wszystkim Zeusa w Olimpii.
Łączyły one rywalizację sportową, sztukę, modlitwę i wspólnotę miast-państw. Zawodnicy startowali, by okazać cnotę, odwagę i doskonałość ciała i ducha.
Ta tradycja przetrwała w nowoczesnej olimpiadzie: dziś mamy medale i transmisje na cały świat, ale sedno pozostało — uczestnictwo, wysiłek i wspólne świętowanie ludzkiego potencjału. Mam taką nadzieję.

Święto sportu już tuż tuż

Czekam już z niecierpliwością na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2026 roku. Włochy kraj mody, temperamentu, talentów, sztuki i kultury starożytnej gospodarzem takiej pięknej imprezy. Czekam na otwarcie i rywalizację pamiętając filozofię barona, że samo uczestnictwo jest sukcesem, zwycięstwo jest dodatkową (tak, tak wiem, jedzie się wygrywać) nagrodą i podsumowaniem ciężkiej pracy sportowców.

Dlatego kibicu, pamiętaj proszę, że nie mamy prawa siedząc na kanapie, jedząc chipsy i popijając piwem, colą czy kawusią krytykować tych, którzy latami poświęcają życie, by zdobyć medal… albo po prostu pokonać samych siebie.
Każdy start, każdy trening, każdy pot i każda łza to element czegoś większego. To właśnie droga, a nie tylko wynik, jest prawdziwym sukcesem. Ta droga małego dziecka, która się realizuje w dojrzałym sportowym ciele i umyśle.

Okażmy szacunek dla każdego zawodnika, bo poniekąd oni to robią ku uciesze gawiedzi, dając nam emocje w jakich może braliśmy udział, albo chcielibyśmy brać.

Niech więc nadchodzące igrzyska w Mediolanie i Cortinie będą dla nas przypomnieniem, że olimpijski ideał fair play, wysiłku i współzawodnictwa w duchu szacunku jest tym, co czyni sport językiem uniwersalnym.
Kibicujmy z pełnym zaangażowaniem, podziwiajmy drogę, a nie tylko medal. Każdy olimpijczyk, niezależnie od rezultatu, już osiągnął coś wyjątkowego.

UWAGA! UWAGA!

A HA!!!!
Na koniec jedno najważniejsze przesłanie: kibicujmy wszystkim zawodnikom.
Nie nazywajmy naszych Polskich reprezentantów „patałachami”, nie oceniajmy z wygodnego fotela tego, co kosztowało ich lata wysiłku, wyrzeczeń i poświęceń. Niech nasza uwaga i wsparcie nie ograniczają się do własnej reprezentacji 60 zawodników.

Uczciwie i od serca kibicujmy każdemu, kto ma odwagę stanąć na deskach, lodowiskach, arenach i stokach tej najważniejszej dla każdego sportowca imprezy.
Bo każdy start, każdy skok, każdy wyścig to triumf ducha, który zasługuje na podziw. Właśnie to, ta odwaga i determinacja, tworzą prawdziwe piękno igrzysk olimpijskich.

Akryl na płótnie – Olimpiada

Ps.
Jeżeli jesteś sportowcem i marzysz o tym, by naprawdę przygotować się do startu, bez względu na wiek, poziom zaawansowania czy dyscyplinę lub jesteś rodzicem bądź świadomym trenerem.

Chcecie wspierać młode i starsze talenty w sposób przemyślany i skuteczny,

Chętnie podzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem i sprawdzonymi metodami.
Razem możemy zaplanować drogę, dzięki której Twoje cele staną się realne. Kto wie, może uda nam się zdziałać prawdziwe cuda!