Jak zerwać z nałogiem i odzyskać siebie.
Alkohol. Legalny, powszechny, dostępny 24h sposób na nic.
Wpis dla tych, co nie chcą się już oszukiwać
Nie piję. Od ponad trzech lat. Całe szczęście, że przestało mnie to bawić.
Pamiętam ten czas, kiedy butelka wina po pracy to nie był luksus, tylko standard. Ba – niejedna „butelunia”, niekiedy nawet nie było to lightowe wino, a alkohol „bardziej”, a co!! Stać mnie!!. Nie z żalu, nie z biedy, nie z dna. Po prostu… bo lubiłam. Bo chciałam, bo się należało, bo to był mój czas relaksu. I nie, nie piłam pod mostem. Nie chowałam flaszek w sedesie. Wszystko się zgadzało — praca, życie, relacje. Z zewnątrz.
W środku to był chaos, którego nie mogłam znieść. I napięcie, które dało się tylko czymś zamulić.
Więc zamulałam.
Alkohol – legalna trucizna w ładnym opakowaniu.
Alkohol to nie żadna „kultura”. To nie smaki i nuty porzeczki. To legalna trucizna.
I nie jestem radykałem — to są dane.
Bo wszystko było okej, dopóki nie przestało. Dopóki nie czułam, że alkohol nie daje już luzu, tylko jeszcze większy ciężar.
- Nie koi, tylko wkurwia.
- Nie rozluźnia, tylko zaciska jeszcze mocniej.
Nie chcę demonizować. Ale też nie będę udawać, że to było coś neutralnego. Bo nie było.
Dziś wiem: to był czas stopniowego znikania. Kręcenia się na karuzeli „omotania” i zamulenia.
Mówią, że alkohol to rozluźnienie, że wino do kolacji jest zdrowe, że „przecież nie pijesz wódki, tylko kieliszek wina wieczorem”. Otóż nie. To bzdura.
Alkohol nie jest kulturą ani stylem życia. Trochę nauki i faktów.
Alkohol to legalna trucizna. Niezależnie od rodzaju, procentów, ilości, ceny i okazji.
Nauka mówi jasno:
- Alkohol uszkadza komórki nerwowe. Badania z Uniwersytetu w Kolorado (2019, „Alcohol and the brain”) pokazały, że już umiarkowane picie prowadzi do spadku objętości istoty szarej mózgu.
- Raport Lancet z 2018 r. udowodnił, że nie istnieje „bezpieczna” ilość alkoholu – każda szkodzi.
- Wbrew obiegowym opiniom, alkohol nie działa ochronnie na serce, a nawet umiarkowane spożycie zwiększa ryzyko uszkodzeń komórek nerwowych.
To, co robi alkohol w organizmie, nie jest romantyczne. Nie tylko powoli wyłącza świadomość.
Powoli zabija Ciebie – a Ty się cieszysz, że czujesz luz.
Ale tu nie chodzi tylko o ciało.
Najtrudniejsze jest to, że alkohol działa. Działa szybko i skutecznie.
- Gasi lęk.
- Tłumi napięcie.
- Przycina emocje jak nożem.
- Resetuje system.
- Kasuje ludzi wokół.
- Wycina rzeczywistość.
Odrobina przerażających danych.
WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) nie używa pojęcia „alkoholik” ze względu na jego stygmatyzujący charakter – zamiast tego stosuje terminy bardziej neutralne, takie jak „zespół zależności od alkoholu” oraz „szkodliwe używanie alkoholu”.
Dodatkowo WHO w raporcie dotyczącym zdrowia i alkoholu z 2019 roku szacowała, że około 400 milionów osób na świecie w wieku 15 lat i więcej cierpi na zaburzenia związane z używaniem alkoholu , a aż 209 milionów z nich zmaga się z uzależnieniem od alkoholu.
I tu pojawia się bardzo popularne stwierdzenie
ALKOHOLIK WYSOKOFUNKCJONUJĄCY.
Ja też go używałam. Na wpół poważnie na wpół serio. To bardzo wygodne stwierdzenie. A to nic innego niż zestaw przekonań i wymówek, które pomagają usprawiedliwiać picie i ukrywać problem uzależnienia przed otoczeniem i samym sobą.
Kluczowe elementy to wyparcie problemu. Twierdzenia, że pije normalnie, tylko w weekendy, bo ma dobrą pracę i rodzinę. Usprawiedliwianie picia jako nagrodę lub sposób na stres oraz udawanie kontroli nad piciem poprzez okresowe abstynencje, podczas gdy w rzeczywistości traci się ją stopniowo.
Dlaczego alkohol tak łatwo nas wciąga?
Nie, nie musisz pić na umór codziennie hektolitrów alkoholu, żeby się uzależnić. Każdy ma inną opcję resetowania głowy. I to nie chodzi o wolę. To chodzi o emocje.
Alkohol jako „szybki reset”
Alkoholizm, jak każde uzależnienie, to temat EMOCJI, z którymi nikt nas nie nauczył sobie radzić.
Nie rozpoznajemy ich, nie nazywamy, nie wiemy, co zrobić, kiedy boli — więc znieczulamy.
Wódka, wino, piwo, proseczko.
Szybko. Skutecznie. I do powtórzenia.
Tylko że nie tędy droga. W którymś momencie trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć:
albo żyję naprawdę, albo znikam.
Na własne życzenie zabijamy siebie małymi krokami, doprowadzamy do destrukcji organizm no i najważniejsze zdejmujemy z siebie odpowiedzialność za ŻYCIE w pełnym jego zakresie.
Ale dlaczego tak się dzieje, że alkohol jest naszym wentylem emocjonalnym i natychmiastowym ukojeniem.
Po pierwsze i najważniejsze.
Ponieważ nikt nas nie uczy, co z tymi emocjami zrobić inaczej. W domu rodzice zabiegani, nie potrafią ze sobą rozmawiać, nerwy ich szarpią. Widzimy jak sobie „odpalają” alko wieczorem, choć myślą, że nie widzimy i jak to w tradycyjnej rodzinie, również zapijają emocje. W szkole uczą dopływu Wisły na pamięć, chrztu Polski i rysu historycznego powstania Trenów Kochanowskiego. Uczą nas tego wszystkiego wpędzając niekiedy właśnie w „nie fajny” stres, panikę, frustrację. Wywołują do tablicy, obnażając „gupotę” czy niewiedzę przed rówieśnikami.
Z czasem jest coraz gorzej. Bo robisz się klasowym głupkiem, bo po każdej klasówce masz „zasłużoną” jedynkę i znów do poprawki do tablicy. W domu rodzina niezadowolona bo znowu jedynka.
Wszystko pięknie, ładnie. Nie chodzi o to żeby nie weryfikować i nie wymagać wiedzy. Chodzi o to, żeby nauczyć technik, nauczyć emocji i komunikacji jasnej, klarownej i niczym nieskrępowanej. Bez wstydu, ograniczeń z pełnym szacunkiem do drugiego człowieka. Nikt nie uczy nas odpowiedzialności za słowa i czyny. Jesteśmy karani na każdym prawie kroku od najmłodszych lat bez prawa do głosu, bo dzieci i ryby głosu nie mają. Nie chodzi o bezstresowe wychowani i pyskowanie bezmyślne w agresji.
Chodzi o myślenie, decyzje, odpowiedzialność i konsekwencje (te pozytywne i negatywne). Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Brak decyzji też będzie miał konsekwencje. Ważne żeby być świadomym słów i decyzji i być odpowiedzialnym za siebie samego. No i ogarnąć umysłem pakiety emocji z tym związanych. Lokalizować je, nazywać i przyjąć. Bo do każdej z emocji masz cholerne prawo i to Ty decydujesz jak i co z nimi zrobisz.
Po drugie, jak już jest nerw – to co z nim zrobić.
Jak wspomniałam wyżej, uczą nas wszystkiego ale higieny życia to już nie. Żadnych sposobów, jak opanować nerw i stres przed klasówką. Jest klasówka – radź sobie sam. Możesz wszystko doskonale umieć, ale w domu. Przychodzisz do klasy i masz białą kartkę w głowie i nic nie pamiętasz, bo Cie zjadł stres. Potem to się na życie dorosłe przekłada. W pracy pogoń za wynikiem, sukcesem, pieniądzem czy czymkolwiek. Potem dom, dzieci, kredyt, mąż, partner i miliony bodźców – musisz, powinieneś, wojna, choroby. Szybko, mocno, dużo. Najłatwiej działa najszybsze – tabletka, kieliszek. Nie szukamy ukojenia w tym co nas otacza. Dostajemy kopy, a alkohol jest najłatwiejszy i najbliższy. Bo nie znamy innych możliwości. Dodam, że tańszych i skuteczniejszych.
Po trzecie, nie mniej ważne mamy, społeczne przyzwolenie na legalność alkoholu.
I znów, nikt nie uczy i nie mówi, że alkohol jest trucizną samą w sobie. W gruncie rzeczy nasz organizm traktuje go jak toksynę i stara się jak najszybciej unieszkodliwić. Wątroba rozkłada etanol do aldehydu octowego, który jest jeszcze bardziej szkodliwy i potrafi uszkadzać komórki. Z czasem takie uszkodzenia prowadzą do chorób, co widać w badaniach okresowych w pracy – sławetne próby wątrobowe „Alaty i Aspaty”. Alkohol wpływa na mózg, zaburzając komunikację między neuronami, dlatego po początkowym „rozluźnieniu” pojawiają się problemy z pamięcią, koncentracją czy ryzyko uzależnienia.
Najbardziej podstępne w tym wszystkim jest to, że alkohol działa powoli – jak woda drąży skałę – i kiedy orientujemy się, że organizm jest już uszkodzony, często bywa za późno, bo szkody są poważne. Małe, z pozoru niepowiązane z piciem sygnały zwykle lekceważymy, bo nikt nas nie uczy, jak je odczytywać. Leczymy ciśnienie, bezsenność, depresje, nerwy – połykając do alkoholu tony pigułek. I karuzela się rozpędza i kółko się zamyka.
Zamiast sięgać po zdrowe sposoby radzenia sobie z emocjami, wybieramy „proste rozwiązanie” – alkohol: natychmiastowy, tani, dostępny na każdym rogu i wsparty społecznym szeptem usprawiedliwienia: „No przecież nie jesteś alkoholikiem. To tylko lampka wina.”
Spirala uzależnienia – kiedy alkohol zaczyna rządzić
Ta jedna „lampka”, jeden kieliszeczek staje się zapalnikiem. Nie dlatego, że jesteś słaby. Tylko dlatego, że alkohol uzależnia mózg, a potem psychikę. To nie kasa jest problemem. Nie budżet domowy, nie ceny wina z marketu.
Prawdziwym problemem jest POTRZEBA – żeby to coś „kliknęło”, żeby zadziałało, żeby choć na chwilę było ciszej w środku. Ba!!!! Nawet sobie nie zdajesz sprawy, że ta Pani Potrzeba się wytworzyła. Wracając do domu, knujesz w głowie co jeszcze jest do zrobienia i za ile chwil odpalisz swojego „dobrodzieja” kojącego myśli.
A potem przychodzi moment, kiedy już nie działa.
Znaczy działa, ale trzeba więcej, częściej, bo nie koi. Nie cieszy.
Tylko męczy na następny dzień.
- Głowa boli.
- Żołądek skręca.
- Twarz spuchnięta.
- Emocje się nie wygaszają, tylko kumulują.
- Albo są tak zajęte ogarnianiem rzeczywistości, bólem, niesmakiem w ustach, mgłą myślową, że jedyna myśl którą masz w głowie: niech się ten dzień skończy, bo w lodówce mam wino z wczoraj jeszcze.
- Lęk się robi większy niż był.
I znów nasza karuzela się rozpędza, kółko się zamyka i dusi nas moc uzależnienia.
System nie pomaga – gdzie szukać wsparcia?
Niektórzy się orientują, że coś jest już mocno nie tak, czasem najbliżsi dają czerwone flagi. Spróbuj wtedy pójść po pomoc w naszym kraju.
Państwowy system leczenia uzależnień? Życzę powodzenia. Żeby dostać się na oddział – musisz być w bardzo złym stanie, ale musisz wydmuchać 0.0 i mieć skierowanie od lekarza 1 kontaktu. (zawsze mnie ciekawi jak osoba uzależniona w opcji ciągu alkoholowego, szukająca pomocy farmakologicznej do zakończenia picia ma wydmuchać 0.0 no i jak ma ogarnąć to pieprzone skierowanie!!).
Żeby dostać się na terapię – musisz udowodnić, że Ci się należy.
System nie pomaga WYJŚĆ.
System pomaga w uzależnieniu, bo zyski z alkoholu są zbyt duże. Sklepy z alkoholem od ręki – bliżej niż przychodnia. Renta na chorobę alkoholową!!! Możesz dostawać legalne państwowe pieniądze przez chorobę i z tych pieniędzy legalnie na pstryk kupować alkohol, któy Cię w tej chorobie utrzymuje. No żesz k…..rwa mać!!! Mistrzostwo!!!!
Prywatne możliwości.
Jest też druga strona medalu. Jeśli masz pieniądze możesz zamówić odtrucie w domu. Przyjeżdża prywatnie „doktur” i aplikuje kroplówkę wracającą do żywych. Chwilę obiecujesz sobie, że nigdy więcej. Do następnego zapicia. Najpierw delikatnie, nieśmiało, a potem znów to samo za chwil kilka bez znieczulenia.
Możesz za duże ilości pieniędzy nawet pójść na terapię, bo zmusiła Cię rodzina. W prywatnym ośrodku siedzisz pół roku i się „terapeutujesz”. Parę miesięcy po terapii nie spożywasz, aż przychodzi dzień sądny i cyk wracasz do źródeł. (nie zawsze, żeby była jasność)
To fajne rozwiązania dla osób, które na to stać. Dla ludzi średniej klasy opcje nie do przeskoczenia.
Zyski państwa z alkoholu kontra realna pomoc.
Powiesz, ale nasz naród słynie z picia. No jasne, bo to super narzędzie do manipulacji od setek lat. I działa niezawodnie. Jak napisałam alkohol zabija nasze trzeźwe myślenie i ocenę. Pijemy czyli się odurzamy czyli przestajemy być wolni w swoich myślach i doprowadzamy się do zombie stanu. Działamy w automacie w kółko Macieju biorąc cudze opinie za nasze myśli. No i generujemy zajebisty przychód do budżetu kraju!!
No ale jedna lampa wina raz na pół roku to nie szkodzi…..jak nie szkodzi to na co pomaga??? Po co to pić??? Dla przyjemności jest w ciul wiele innych fajowych rzeczy do robienia. Nie mam na myśli żadnych toksycznych substancji, żeby była jasność. Każda ilość alkoholu w organizmie powoduje uszkodzenia, które się naprawiają około 6 tygodni. Bo nasze ciało to najlepszy komputer i system antywirusowy jaki natura stworzyła, ale ma też swoją wytrzymałość. Więc po co to tak siebie zabijać?? I nieeee, jeśli pijesz co weekend TYLKO! to nadal jesteś w popularnym ciągu. Zaznaczam – alkohol się trawi w nas około 6 tygodni. Zatem 2 miesiące bez etanolu to właściwy czas abstynencji. Nie 5 dni.
Najważniejsza jest DECYZJA – Twoja. Czyli głowa mówi STOP.
Czasem orientujesz się (I chwała jak się zorientujesz), że dopadł Cię POTWÓR UZALEŻNIENIA. Na szczęście NIGDY nie jest za późno, żeby zakończyć przygodę z naszym „przyjacielem” nieprzyjacielem.
I jeśli dziś jesteś w miejscu, gdzie czujesz, że coś cię ciągnie do kieliszka, to nie jesteś słaby. Po prostu może nikt ci jeszcze nie powiedział, że możesz inaczej. Że to, co czujesz, to nie jest „nie do zniesienia”.
To jest sygnał, że masz wybór.
Nie musisz wcale być gotowy. Wystarczy, że powiesz sobie: „Już nie chcę siebie ogłupiać. Chcę przestać”
Wystarczy na początek. I uwierz mi, że to jest najtrudniejszy krok. Jak dopuścisz do siebie swój własny głos DOŚĆ – WYSTARCZY i zdecydujesz, że nie pijesz już nigdy więcej, to sam proces poznawania siebie na nowo i uczenia się relaksu, radzenia ze wszystkimi emocjami, jest najlepszą najpiękniejszą i najbardziej fascynującą przygodą życia. Lepszą niż picie i zachlewanie. Wiem co piszę!!!!
Są też organizacje, gdzie możesz znaleźć anonimową pomoc:
Czy da się żyć bez alkoholu?
Grill bez piwa.
Wesele bez wódeczki.
Wyjście z przyjaciółmi bez kieliszka Aperolu.
No i…?
No właśnie tak. Bez.
Bo dlaczego nie? Dlaczego niby każda okazja do spotkania, świętowania, luzu – musi być obklejona procentami? Bo wszyscy tak robią? Bo co powie ciocia, sąsiad, kumpel z pracy? To jest świetne doświadczenie.
Można się bawić bez alkoholu. Z doświadczenia wiem, że jest zdecydowanie fajniej. Jasne, jest stygmatyzacja, „kto nie pije ten donosi”. To takie polskie. Ale to co ktoś myśli to nie nasz problem. Klasyczne „ze mną się nie napijesz?” – no właśnie NIE!!. Jeśli masz świadomość co etanol czyni z Twoim ciałem, odmowa nie będzie żadnym problemem, a radością samą w sobie.
Jak przestać pić – pierwsze kroki
Po pierwsze: uznać prawdę.
- Alkohol nie pomaga.
- Alkohol nie leczy.
- Alkohol nie jest nagrodą, tylko narzędziem do ucieczki.
Po drugie: oddać głos głowie.
Nie tej z alkoholem w ręku.
Tej, która mówi: „Mam dość. Nie chcę już tego życia w zawieszeniu, nie godzę się na kaca, na wstyd, ból głowy. Nie chcę tego więcej.”
Po trzecie: zbudować nowe strategie.
- Terapia – nawet online.
- Grupa wsparcia – choćby na forach.
- Sport. Pisanie. Spacer.
- Rozmowa z kimś, kto rozumie.
Moja decyzja – życie bez alkoholu
Ale najważniejsze, proste i na sam początek. Trzeba chcieć. Nie „spróbować przestać”. Nie „ograniczyć”. Zdecydować. Bez półśrodków, bez tłumaczenia, bez miękkiego lądowania. Ja tak zrobiłam. Decyzja – Akcja – Reakcja.
Nie będę kłamać. Bywały dobre imprezy. Tiaaaa… Doskonałe, z morzem wszelakich alkoholi. Kilkudniowe, nawet i dłuższe. Był czas śmiechu, numerów świata, jazdy bez trzymanki. Były wyjazdy, całe noce, głupawki. Było. I się skończyło. Beż odrobiny żalu.
Teraz jest inaczej. Nie lepiej, nie gorzej – inaczej. Świadomie. Odpowiedzialnie. Uważnie.
Nie dlatego, że tak trzeba. Tylko dlatego, że JA TAK CHCĘ.
Organizm swoje dostał. Psychika też. Wystarczy. Zamknęłam furtkę i idę dalej, bez sztucznego i pozornego „wspomagacza”.
WOLNOŚĆ ZACZYNA SIĘ OD DECYZJI.
Każdy ma prawo przestać pić.
Nie chodzi o bycie słabym czy silnym – chodzi o wybór.
Nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć naprawdę.
Quiz: Czy jesteś uzależniony od alkoholu?
Ta zabawa nie służy do diagnozowania. To zajawka i pierwszy krok do stwierdzenia, a raczej przyjrzenia się sobie samemu czy mam problem. Bądź szczery sam przed sobą (nikt Cię nie ocenia) i odpowiedz sobie na poniższe pytania. Mamę oszukasz, męża/żonę oszukasz, ale siebie nie oszukasz.
Instrukcja: Odpowiedz szczerze „tak” lub „nie”. Jeśli na więcej niż 3 pytania odpowiesz „tak” – to znak, że warto przyjrzeć się bliżej swojemu piciu.
Pytania:
- Czy zdarza Ci się pić częściej, niż planowałeś/aś?
- Czy pijesz, żeby poprawić nastrój, zredukować stres albo „zagłuszyć” emocje?
- Czy masz poczucie, że bez alkoholu trudniej Ci się odprężyć lub zasnąć?
- Czy bliscy zwracali Ci uwagę na Twoje picie (nawet w żartach)?
- Czy zdarzyło Ci się ukrywać ilość wypitego alkoholu lub „umniejszać” przed innymi?
- Czy masz coraz większą tolerancję – to znaczy potrzebujesz więcej alkoholu, żeby poczuć efekt?
- Czy zdarza Ci się pić w sytuacjach, w których nie powinieneś/powinnaś (np. przed pracą, w pracy, przed prowadzeniem auta)?
- Czy doświadczasz poczucia winy, wstydu albo żalu po piciu?
- Czy próbowałeś/aś ograniczyć picie, ale nie wyszło?
- Czy odczuwasz lęk, rozdrażnienie lub objawy fizyczne (np. drżenie rąk), gdy nie pijesz?
Wynik:
- 0–2 odpowiedzi „tak” – raczej kontrolujesz picie, ale uważaj na okazjonalne ryzykowne sytuacje. Po co Ci to?? Przestać w ogóle pić!!!
- 3–5 odpowiedzi „tak” – sygnał ostrzegawczy – alkohol prawdopodobnie zaczął pełnić funkcję „leku” na emocje. Warto zrobić dłuższy rachunek sumienia.
- 6+ odpowiedzi „tak” – bardzo prawdopodobne, że problem jest poważny. To moment, w którym warto porozmawiać z psychoterapeutą lub lekarzem i poszukać realnego wsparcia.





