Otaczajmy się ludźmi z pasją

Ponad 80 ludzkich czasz splecionych w powietrzu – to tylko przedsmak listopadowej próby pobicia rekordu świata. Tak wygląda pasja, kiedy naprawdę wzbija się w niebo.

Otaczajmy się ludźmi z pasją

Świat dzieli się na tych, którzy rozpalają ogień, i na tych, którzy dmuchają, żeby zgasł.

Otaczajmy się ludźmi z pasją, bo takich ze świecą szukać.

Są wśród nas ludzie, którzy promienieją. Nie metaforycznie, nie od brokatu ani neonów z festynu.
Świecą od środka, od iskry, która rozpala ich oczy, kiedy mówią o swojej zajawce. Wyczuwasz ich z daleka. To pozytywne Świry! Takie egzemplarze, których powinno się oznaczać odblaskową kamizelką z napisem „Uwaga! Wysokie napięcie marzeń”.

Pasja to nie hobby. Hobby to „lubię puzzle”.

Pasja to „buduję model statku z zapałek przez trzy lata, bo w mojej głowie płynie on po oceanach historii i to jest piękne!”.
Pasja to pożar, który nie niszczy, tylko buduje.
To ten moment, kiedy oczy błyszczą jak dwie latarki podczas apokalipsy i jakimś cudem oświetlają drogę do przodu.

Pasjonaci nie liczą zysków ani strat.

Liczą uśmiechy, ciarki na plecach i momenty, które zmieniają puls.
Zrobiliby coś szalonego nawet wtedy, gdyby jedyną walutą były marzenia.

Takich ludzi jest mało. To gatunek chroniony.

Nagle chcesz coś robić, tworzyć, działać. Czujesz, że nie jesteś sam w tej chęci gonienia horyzontu.

Ja też jestem takim człowiekiem. Uwielbiam cieszyć się z tego, co można zobaczyć, dotknąć, zdobyć.
Nie po to, żeby wygrać. Po to, żeby przeżyć. Taka niegroźna odmiana szaleństwa, która mnie napędza. Dlatego z przyjemnością spędzam czas z takimi ludźmi. Tam naturalna pozytywna energia buzuje niczym gejzer gorącego źródła. Źródła ciepłej wody, okalającej ciało, serce i duszę.

PASJOŻERCA

Uwaga, wśród społeczności ukrywają się też hieny pasjo-podobne tzw PASJOŻERCY. Grzeją się w cieple Gejzerów emocjonalnych i tworzą sztuczne pozy hobbysty. Ich energia jest szara i brudna jak buty po biegu na orientację. W imię rzekomej bezinteresowności potrafią wytargać od ciebie czas, emocje i zasoby, a na końcu powiedzieć: „przecież robimy to razem”. Tak, razem, tylko że ty dajesz serce, a oni kalkulator. Wysysają całą energię, nie dając nic z siebie, zasłaniając się tysiącami wymówek o zerowej wartości. Pasja ich przeraża, więc próbują ją oswoić, podporządkować i na niej przy okazji coś ugrać.
A to już nie jest pasja. To handel duszami na wyprzedaży.

Dlatego warto wybierać. Wyłuskiwać. Słuchać tego, co bije w drugim człowieku. Czy tam jest echo kasy fiskalnej, czy jednak eksplozja marzeń.

Podsumowanie dla tych, co lubią sedno.

Pasja to energia jądrowa naszych żyć. Z niej powstają projekty niemożliwe, przyjaźnie niezniszczalne i wspomnienia nie do podrobienia.
Dzięki niej przestajemy tylko istnieć, a zaczynamy żyć tak, jakby każda sekunda miała własną ścieżkę dźwiękową.
Pasja uczy, buduje, łączy.

A po co to komu i po co to wszystko?

Ano po to, żeby nie skończyć jak kanapowy ekspert od niczego, który potrafi tylko komentować cudze sukcesy.

Bo kiedy żyjesz z pasją…
Żadna chwila nie jest jałowa.
Powietrze smakuje lepiej.
Świat ma więcej kolorów.
Słońce świeci mocniej.

A serce bije w rytmie, który warto zapamiętać. Jest wspólnota z ludźmi z tą samą „chorobą”.
Możesz na nich liczyć zawsze i wszędzie. A jak nie będą w stanie, to wymyślą coś, że jednak będą – jak nie oni to inni. Nie pytają, nie wymyślają, nie cudują.
Hasło do akcji – Działanie. Rzeczy niemożliwe na teraz, a na cuda to trzeba poczekać do jutra, ale da się.

I kiedy już człowiek otoczy się takimi ludźmi, dzieją się rzeczy niemożliwe. Bo pasja nie znosi stagnacji – ona musi wybuchać.
I właśnie dlatego powstał plan, który pachnie szaleństwem, ale smakuje marzeniem…

Kolorowa Mandala na niebie.

Z taką właśnie ekipą Świrów, która nie zważa na koszta ani na prawa grawitacji, lecę do USA.
Tam pomiędzy 10-23 listopada 2025 roku (czyli już za chwilę) będzie próba pobicia rekordu świata w Canopy Formation.
Tak, dokładnie! Dwa tygodnie maksymalnego skupienia, ostatecznych obliczeń i precyzyjnych przygotowań.

Lot po marzenia – ten za ocean i ten do rekordu.

20 krajów.
100 + czasz połączonych w powietrzu.
Prawie 200 osób napędzanych czystym tlenem marzeń.
18 lat pracy, przygotowań, wyrzeczeń, potu i śmiechu, przyjaźni.
Miliony wydanych monet. Meta godziny spędzone na obliczeniach i próbach tylko po to żeby stworzyć w powietrzu gigantyczną formację spadochronową, taką pajęczynę z ludzi i czasz.

To zdjęcia z ćwiczeń i treningów ostatniego sezonu

Rok 2007 rekord 100 spadochroniarzy.

W poprzednim rekordzie było równo stu skoczków i ani jednego Polaka. Tym razem, aż pięciu w pierwszym składzie, ale to się może jeszcze zmienić na więcej. Czyli 500% na starcie więcej.

Mamy reprezentację, która nie jedzie tam po brawa, tylko po spełnienie. Marzenie osiągnęło pełnoletność przy ogromnym aplauzie determinacji, ciężkiej roboty ale też zabawy rodem z najlepszych parków rozrywki Florydy.

To jest ta energia, w której warto się taplać, nurkować i się nią zachłysnąć.
To moja energia, mój świat ludzi z całego globu z taką samą zajawką.
Pomimo, że nie będę skakała bo nie mam takich umiejętności, to jednak stanę się na te kilkanaście dni częścią wielkiej układanki, wśród kilkuset ludzi zebranych w jednym miejscu i czasie, zsynchronizowanych jak tryby tej samej pasji.
Bez wyścigów,
bez ego.
Tylko czysta współpraca, koordynacja i skupienie.

Tyle o chmurach i rekordzie.

Na bieżąco będę informować co i jak się dzieje tutaj na stronie. Bieżące informacje możesz też znaleźć na oficjalnym stronie i funpage na Mordoksiążce o tutaj:

Ekipa z Polski – pasjonaci Świrusy, czyli latające Diamenty i ekipa kibiców to:

Kasia, Justyna, Szymon „Simon”, Michał „Balon, Jarek „Zwierzu”, Michał „Tedy”, Robert D, Rober B i moja skromna osoba.

Sponsory


Dzięki determinacji i pomysłowości jednego z Chłopaków, jego kontaktom, chęciom i niebywałym umiejętnościom, stało się niemożliwe — znalazły się osoby i firmy, które wsparły nasz wyjazd.

Zatem w tym miejscu chcę podziękować:

To właśnie tam będzie biło serce pasji. I jeśli dobrze się wpatrzysz, może dojrzeć swoje.

A jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda pasja w czystej postaci — śledź nas.
Tam, w niebie nad Ameryką, będzie się działo coś więcej niż bicie rekordu.
To będzie manifest ludzi, którzy wciąż wierzą, że warto gonić marzenia, nawet jeśli trzeba do nich wzlecieć na tysiące metrów.
Obserwuj, kibicuj, zarażaj się.
Bo pasja to jedyna epidemia, którą naprawdę warto złapać.

p.s.

Właśnie zakończyła się moja wystawa w kawiarni Coffe Karma w Warszawie.
Powstał na nią specjalny projekt — instalacja plastyczna zatytułowana

„W Jednym Marzeniu, kiedy niebo trzyma cię za rękę”.

Opis dłuższy i dokładny tutaj:


To nie tylko obiekt artystyczny, ale kawałek tego, o czym tu piszę:
wiary, że marzenia mają kształt, ciężar i temperaturę.
Każdy element tej pracy to symbol ludzi, którzy wierzą w niemożliwe i potrafią je dotknąć, zanim jeszcze się wydarzy.

Jeśli ktoś chciałby kupić tę zajawkę przyszłego sukcesu, ten kawałek energii zamknięty w formie — będzie mógł dosłownie stać się częścią naszej podróży.
Cały dochód ze sprzedaży zostanie dorzucony do „worka wyjazdowego” – funduszu, który niesie naszą ekipę przez ocean, wprost pod niebo rekordów.

Bo pasja to nie tylko działanie – to też tworzenie.
A sztuka, podobnie jak skok, jest tylko innym sposobem na to, by krzyknąć światu:
„Jestem tu, żyję, marzę – i nie boję się sięgnąć po więcej.”