Palenie to wojna z samym sobą?

Palenie to wojna samemu ze sobą, nie musisz walczyć, nawyk można zminić

Palenie to wojna z samym sobą?

Fajka pokoju? Wolne żarty.

Palenie to wojna z samym sobą sponsorowana przez duże korporacje.


Zima trzyma nas już od ładnych kilku tygodni i trzyma mocno, bez litości. Świtanie jest lodowate, dzień zaczyna się w półmroku, a za oknem w końcu pojawił się śnieg. Prawdziwy, dawno niewidziany.
Mrozi i fuka przeokrutnie, jakby natura chciała nadrobić kilka ostatnich, łagodnych lat jednym solidnym strzałem. Dawno takiej zimy nie było. Brrrrrr

To pewnie zasługa tych przyczepianych kapsli do butelek – hahaha

Wychodzę z psem na spacery i z ust leci mi para jak z lokomotywy. Każdy głębszy wdech kończy się bólem płuc od mrozu, więc chowam twarz w kołnierz kurtki i oddycham ostrożnie.
I tu mała, ale istotna różnica w porównaniu z dawnymi latami: dziś płuca bolą mnie tylko od zimna.
Kiedyś bolały od zimna i od fajek. Jednocześnie. W pakiecie.

Ze wspomnień, bynajmniej nie z sentymentu właśnie dziś nadszedł dzień, żeby opisać zgubny nałóg jakim jest palenie tytoniu, czyli samodestrukcyjne niszczenie i tak nadwyrężonych płuc.

Mały dymek zawsze w cenie.

Nie tak dawno temu przecież bo raptem dziewięć lat (fiu fiu jednak długo), paliłam średnio około dwudziestu papierosów dziennie.
Zaczęłam swoją przygodę z dymkiem w wieku piętnastu/szesnastu lat i każdej zimy wychodziłam na balkon albo na zewnątrz. A zimy wtedy to bywały takie jak ta teraz, jak niekiedy nie bardziej jeszcze zimowe.
Szybkie obuwie byle jakie, kurtka, szal, koc cokolwiek rzucona na plecy, kaptur, czapka albo co było pod ręką. Byle szybko. Byle zapalić. Trzęsąc się z zimna, szczękając zębami, ale co tam papierosek musiał być. Należał się, jako nagroda, jako przerwa, jako….wpisz co tam chcesz.

Z dzisiejszej perspektywy trudno o lepszy przykład ABSURDALNIE absolutnej głupoty.
Z własnej, nieprzymuszonej woli wychodzić na mróz, telepać się jak osika tylko po to, żeby wprowadzić do organizmu truciznę!!!
Szybko, bo zimno. Nie dość, że się trujesz, to ranisz płuca mrozem.
A jak palisz na balkonie, to dym i tak leci do domu. Nic to. Jedziesz fajami bez litości – tak samo jak ubrania, włosy i cała chałupa. Zapach popielniczki gratis, bez opcji rezygnacji. Mistrzostwo debilizmu. Olimpijska konkurencja samozniszczenia. Zapalenie oskrzeli, przewlekłe w gratisie plus bonus w postaci stanu zapalnego zatok.

I właśnie od tej zimy, od tego mrozu i od tej bolesnej refleksji zaczyna się ta historia. Bo palenie nie jest niewinnym nawykiem. Nie jest „chwilą dla siebie”. I na pewno nie jest fajką pokoju. To wojna. Z samym sobą. A sponsorzy tej wojny są bardzo bogaci.

Felieton z dymem w tle.

Pamiętam, jak kiedyś, w szkole, ktoś powiedział: „Palenie to świadoma decyzja dorosłego człowieka.” No więc chciałabym dziś temu komuś osobiście przypalić… pytaniem:
„Świadoma decyzja? Czyli której chemicznej substancji dokładnie jesteś tak świadomy, palaczu?” zwłaszcza zaczynając klasycznie w okresie buntu przeciw światu.

Papieros to nie tylko tytoń i dymek romantycznie unoszący się w świetle zachodzącego słońca, przy szklance whisky i głębokim spojrzeniu w dal. Nie. To bardziej laboratorium szatana niż liść suszonego relaksu.

7 tysięcy substancji chemicznych

W jednym papierosie – tym jednym, niewinnym – znajdziecie około 7 tysięcy substancji chemicznych.
A wśród nich takie perełki jak:

  • aceton (czyli zmywacz do paznokci),
  • arsen (jak z kryminału),
  • formaldehyd (ten od konserwowania zwłok),
  • cyjanowodór (stosowany w komorach gazowych – miłego dnia!).

Ale to nikotyna – ta niepozorna, szybka i sprytna – jest tu prawdziwym bohaterem tragedii.

Wnika w mózg w 7 sekund, szybciej niż myśl typu „Może jednak nie zapalę?”

I wtedy zaczyna swój taniec: wyzwala dopaminę, serotoninę, endorfiny – cały ten hormonalny karnawał radości. Jak na imprezie, z której nie chcesz wracać, bo gospodarz ciągle częstuje drinkami. Tyle że rano budzisz się z kacem i kaszlem i ogromniastym bólem głowy.

„Rzuć palenie – zaoszczędzisz!”

Ha! Serio? Palacz, który wydaje codziennie 20–30 zł na fajki, NIE RZUCI nałogu po to, żeby zaoszczędzić. Bo ten sam palacz kupi zaoszczędzone pieniądze… coś innego do zatkania pustki: chipsy, wino albo… e-papierosa, którego marketingowcy zrobili z gumki do żucia z baterią. Kolejny badziew i wymysł szatana. Nikt nie zna skutków ubocznych i negatywnego oddziaływania na organizm. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Ale czego nie robi się dla grubej kasy. Jak klasyczny tytoń i fajeczki odchodzą do lamusa, to cyk – wymyślmy coś „zdrowego”, bo rynek próżni nie lubi. Mechanizm uzależnienia jest ten sam.

Dlaczego więc porzucenie fajek wszelakiej maści i stopnia zelektryzowania jest takie trudne?
Bo problem nie tkwi w dłoni trzymającej papierosa. On siedzi głęboko, jak lokator, którego nie da się eksmitować sądem.

To rytuał, rytm, rytmika i rytualizm.

  • „Do kawy”
  • „Po seksie”
  • „Na stres”
  • „Bo inni palą”
  • „Bo się nudzę”
  • „Bo zawsze tak było”

To nałóg psychiczny, uzależnienie od gestu, myśli, towarzystwa i ciszy.
Bo cisza bez papierosa to nie cisza.
To pustka.

Czy można coś z tym zrobić? Rzucić?

Wchodząc w rolę doświadczonej byłej palaczki (czyli moją), mówię Wam: można rzucać wiele razy.
To wcale nie jest porażka. To trening. Za którymś razem po prostu mówisz STOP wystarczy tego dobrego. Nie, że lekarz straszy rakiem, czy obrazek na paczce wystraszył. Nie dlatego, że aplikacja policzyła Ci 8 tysięcy zaoszczędzonych złotych.

Ale dlatego, że:

  • masz dość smrodu,
  • masz dość kaszlu,
  • masz dość tłumaczenia się dziecku,
  • masz dość wychodzenia w zimie na balkon jak przemytnik na tajne spotkanie,
  • i masz dość swoich własnych wymówek.

Bo to nie fajki trzymają Cię w garści. To Twoja głowa. Jak zawsze ta przeklęta głowa, no i lenistwo umysłu.
To ona wytwarza ból, „brak”, lęk i poczucie braku „nagrody”.

Nie płuca chcą nikotyny – to Twój mózg włączył tryb:
„daj mi dopaminę, bo nie umiem żyć w ciszy bez niej.”

Co mówi nauka?

Rzucanie palenia można wspomóc:

  • farmakologicznie –substancjami działającymi na receptory nikotynowe,
  • psychoterapeutycznie – terapia CBT (poznawczo – behawioralna) świetnie radzi sobie z rytuałami i nawykami,
  • grupami wsparcia – palacze zrozumieją się lepiej niż Twoja ciocia z fejsa,
  • technikami relaksacyjnymi – medytacja, oddychanie, trening uważności.

Ale uwaga: żadne z tych narzędzi nie działają, jeśli nie uruchomisz jednego magicznego składnika: WŁASNEJ DECYZJI

Clou problemu.

I tu wracamy do naszego „dlaczego” – do tej brutalnej prawdy:

papierosy to legalna społecznie akceptowalna trucizna, bo ktoś na niej zarabia kupę kasy.


Korporacje inwestują miliardy, by zatrzymać Cię w dymie. Oni nie chcą, żebyś rzucił. Oni chcą, żebyś myślał, że może kiedyś rzucisz. A tymczasem kupujesz. I umierasz. Ale elegancko, z filtrem.

Palenie to wojna. Rzucanie to bunt.

Wolność? Zaczyna się od decyzji. Jak każda rewolucja.

Więc zapytaj siebie, jak ja kiedyś:
Czy chcesz jeszcze raz czuć się jak niewolnik z własnej woli?
Czy może dziś, bez fanfar i bez oklasków, po prostu mówisz:
„Dość. Śmierdzi.”

Ale najważniejsze w tym wszystkim o czym piszę to trzeba chcieć.
Naprawdę chcieć.
Nie „powinnam”, tylko: „mam dość”.

Czy porzucenie nałogu jest łatwe. I tu Cię zaskoczę, bo jest bardzo proste. Czy to alkohol o którym piszę tutaj, też rzuciłam przecież. Najtrudniejsza jest DECYZJA. Potem leci z górki, z każdym dniem coraz lepiej, pełniejszy oddech powoduje szerszy uśmiech, a płuca bolą tylko od mrozu.

Fizyczny ból odstawienia powiesz, ten „głód”, który czasem pojawia się w ciele, głowa, „połamane mięśnie” w dużej mierze rodzi się… w głowie jako bunt leniwego rozumu, który właśnie traci „toksyczną zabaweczkę”

Mózg umie wyprodukować sam siebie ten ból, jeśli mu na to pozwolimy. Ale może też przestać. Skoro zdecydował, że produkuje, może zdecydować że już nie produkuje. Zaraz, nie mózg decyduje a MY. Bo to MY decydujemy, czy włączymy ten sygnał.

Nie rzuca się palenia siłą. Rzuca się świadomością. I konkretną decyzją.

Podsumowanie i zakończenie.

Palenie nie jest słabością charakteru ani „brakiem silnej woli”. Jest perfekcyjnie zaprojektowanym mechanizmem uzależnienia, który żeruje na biologii, nawykach i naszej potrzebie nagrody. To wojna prowadzona codziennie, po cichu, w głowie. Wojna, w której przeciwnik zna Twoje słabe punkty lepiej niż Ty sam. I ma na to budżet większy niż PKB niejednego kraju.

Ten felieton nie jest po to, żeby Cię straszyć. Ani pouczać bo jesteś dorosły, wiesz co robisz. Jest po to, żeby zdjąć papierosy z piedestału. Odebrać im mit „chwili dla siebie”, romantycznej przerwy, nagrody po stresie. Prawda jest brutalnie prosta, nie papieros daje ulgę tylko RYTUAŁ, który można zmienić jeśli się chce.

Jeśli dotarłeś lub dotarłaś aż tutaj, to znaczy, że coś w Tobie już wie. Może jeszcze się waha, negocjuje. Jeszcze mówi „nie teraz”. Ale iskra już jest – zapalnik. A każda zmiana zaczyna się dokładnie w tym miejscu – od myśli, która przestaje być wygodna.

Nie musisz rzucać „od jutra”.

Obiecywać, że to „na zawsze”.
Czy być gotowym na wszystko.

Wystarczy jedno: decyzja, że nie chcesz już żyć w dymie. Reszta to proces. Do ogarnięcia. Do przejścia. Krok po kroku.

Jeśli chcesz – odezwij się do mnie. Służę pomocą. Do rozmowy, do poukładania decyzji, do przejścia przez ten moment, w którym głowa krzyczy, a stary nawyk próbuje wrócić jak nachalny eks. Bez oceniania. Bez gadek motywacyjnych rodem z Instagrama. Konkretnie i po ludzku.

Bo rzucanie palenia nie zaczyna się w płucach.
Zaczyna się w głowie.
A wolność – jak każda rewolucja – zaczyna się od jednego, prostego zdania:

„Dość. Już tego nie chcę.”

Jeśli chcesz je wypowiedzieć głośno, ale nie chcesz być z tym sam lub sama – jestem.

Ps.

Nie, nie zamieniamy papierosa na e-papierosa, żeby rzucać, tak jak nie zamieniamy alkoholu na napoje te same alkoholowe ale bez zawartości procentów, tak jak nie zamieniamy konopii (bez względu jak bardzo medyczna by ona nie była) na palenie ziela majeranku, albo kreski „białego” na kreskę mąki migdałowej. Kurcze, trzeba zrozumieć, że zastępowanie jednego drugim niczego nie wniesie.

NAWYK!!

To jest wróg w głowie do pokonania, a zasadniczo tylko do zmiany. Bo po co walczyć samemu ze sobą, kiedy można się polubić, zmienić nawyki i przestać się truć – czymkolwiek.