Sylwester, siłownie i złudne postanowienia.
Czy naprawdę zmienisz swoje życie od 1 stycznia?
Święta, święta… i po świętach. Mam nadzieję, że podana anty-checklista świąteczna odhaczona. Prezent samemu dla siebie zrealizowany, więc i uśmiech na buziaku kwitnie, bo parę (teoretycznie) dni wolnych jeszcze przed nami.
Była Wigilia taka, jaka miała być: dla jednych pełna rozmów, śmiechu i wspólnego bycia, dla innych spokojna, cicha, samotna, ale dokładnie taka, jakiej potrzebowali.
Mikołaj zgodnie z kontraktem społecznym przyniósł prezenty wszelakie. Praktyczne, niepraktyczne, trafione i takie, które „na pewno się przydadzą”.
I tutaj, gdzieś pomiędzy świątecznym spokojem a powrotem do codzienności w głowie zaczyna kiełkować myśl.
Decyzja.Zapewne ta sama jak co roku…
Jeszcze nie plan, jeszcze nie postanowienie, raczej cichy „podpowiadacz”, który mówi: może coś by jednak zmienić.
W tym właśnie momencie, niepostrzeżenie, z ukradka wchodzimy w klasyczny sezon noworocznych refleksji, wielkich zapowiedzi i jeszcze większych złudzeń.
Tak właśnie dokładnie – pierwszy krok do poczucia winy za 3, 2, 1 tygodni…Zupełnie niepotrzebnie
Nowy Rok tuż za rogiem. Czyli hasła z piekła rodem.
„Nowa ja!”, „Nowe życie!”, „Tym razem się uda!”.
Już widzę te banery, memy i świąteczne notatki.
No właśnie — czy naprawdę się udaje?
TAK – pierwsze 2-3 tygodnie. Postanowienie warzywa, smoothie, siłka, basen i wszystko inne…do pierwszego „lenia” śmierdziuszka, albo natłoku obowiązków.
Statystyki, czyli twarde dane, które psują nastrój
Gdy zegar wybije północ 31 grudnia, statystyki zachowają się jak zatwardziali naukowcy, a nie jak twój wewnętrzny optymista. Kopciuszek nie istnieje!
Według badań:
- tylko 8–9% osób utrzyma swoje postanowienia przez dłużej niż kilka tygodni — reszta wraca do starych nawyków szybciej niż zdążysz powiedzieć „detoks od czekolady”!
- w fitness klubach i siłowniach w styczniu obserwuje się nawet kilkunastoprocentowy wzrost nowych członków — potem liczba obecnych dramatycznie spada.
- około 64% osób porzuca swoje postanowienia już po miesiącu, a nawet połowa ludzi rezygnuje z aktywności fizycznej zanim luty dobije do połowy.
- przeciętny człowiek daje sobie… mniej więcej do drugiego piątku stycznia — potem pojawia się „Dzień Rzucania Noworocznych Postanowień” (tak, statystyki to uwzględniają).
Czyli nie jesteś sam.
Krótko mówiąc: w styczniu siłownie pękają w szwach, a w marcu większość z tych ludzi… znika. Albo pada. Albo po prostu przewraca się w drodze do pracy.
Dlaczego tak się dzieje?
Psychologia i socjologia w akcji
Z perspektywy psychologii, powód jest prosty.
Większość postanowień to reakcje emocjonalne, a nie przemyślane plany. Uczucie nowego początku i magiczne półprzeźroczyste myślenie o sobie samym są jak pierwszym zakochaniu. Intensywne na chwilę, potem zaczyna swędzieć i odchodzi w niepamięć.
Mózg człowieka ma tendencję do wyboru drogi najmniejszego oporu, więc gdy tylko rutyna codzienności zaczyna domagać się „tego starego, dobrego” telewizora i pizzy, zapał topnieje.
Socjologicznie rzecz ujmując,
środowisko i rytuały społeczne też robią swoje. Styczeń to sezonowa fala, która przyciąga tłumy często nieskoordynowanych, niedoedukowanych i bez planu działania.
Większość ludzi przyłącza się do tej masowej „schizofrenii” jak do zakupów na promocji: bo „wszyscy są”, bo „trzeba spróbować”, bo „tym razem naprawdę!”. Black Friday postanowień.
Ale gdy tylko normalne życie (czyli praca, obowiązki, lenistwo) wraca do gry, większość z nas się… wypisuje, albo robi angielskie wyjście po cichutku. Bocznym wyjściem.
No i dodajmy jeszcze jedną socjologiczną bombę, presja społeczna. Żyjemy w epoce, gdzie porównujemy się do filtrów na Instagramie.
Ale czy to znaczy, że masz się poddać?
Nie. Ale warto być realistą, a nie romantykiem.
Postanowienia to nie problem sam w sobie. Problemem jest to, jak je formułujesz i jak na nie patrzysz. Zmienianie siebie „z dnia na dzień” jest jak próba zbudowania wieży Eiffla z patyczków do lodów. Niby fajnie wygląda na zdjęciu, ale niekoniecznie stoi długo.
Pamiętajmy
Mózg, a razem z nim my, ludzie, jest zasadniczo leniwy. Energooszczędny.
Nie cierpi rygoru, dyscypliny zwłaszcza narzuconej „od jutra” i już na pewno nie lubi, gdy ktoś bez zapowiedzi grzebie mu w codzienności.
Zmiana? Proszę bardzo, ale najlepiej taka, która wygląda jak nic wielkiego. Dlatego właśnie mini-decyzje i mikro-postanowienia działają. Wprowadzają tak małe korekty, że głowa nawet nie zauważa, że coś się dzieje, więc nie odpala systemów alarmowych pod hasłem „uwaga, znowu będziesz się męczyć”.
Kiedy walisz w siebie wielką patelnią zmiany i próbujesz zawrócić kijem Wisłę, organizm reaguje oporem. Czujnością. Sabotażem.
Natomiast kiedy zmiany wchodzą kropelka po kropelce, jak woda drążąca skałę, mózg nie protestuje. Nie krzyczy. Nie rzuca myśli w stylu „a co ty jeszcze wymyślisz, żeby mi było ciężej?”. On to po prostu… akceptuje. Zdradzę teraz tajemnicę, czasem nawet się nie orientuje, że się coś zmieniło. A jak zauważy, to nie robi z tego wielkiego HALO, bo to nawet i przyjemne.
To zresztą klasyczna technika perswazji i manipulacji. O tyle skutecznej, bo niezauważalnej. Nikt nie zgodziłby się na brutalną rewolucję życia w jednym dniu, ale małe przesunięcia granic przechodzą gładko.
Jak z temperaturą wody i gotowaniem żaby. Gdybyś wskoczył od razu do wrzątku — uciekniesz. Ale jeśli ciepło narasta powoli, adaptacja dzieje się niemal sama. Bez walki. Bez dramatu.
I dokładnie tak powinno się wprowadzać nawyki. Powoli. Sprytnie. Bez heroizmu. Bez poświęceń. Ba bez opowiadaniu całemu światu, że właśnie się zmieniasz….No nic bardziej nie demotywuje, jak się 1 stycznia chwalisz, a 17 już znikasz z social mediów ze swoimi chwalebnymi postami.
Luzuj, Myśl, Oddychaj, Powoli, zgodnie ze swoim rytmem…. i nie do cholery WSZYSTKO NA RAZ
Zamiast wielkiego finału – spokojna puenta, krok po kroku
Postanowienia są fajowe. Kiełkujące decyzje są jeszcze lepsze. Mają w sobie świeżość, nadzieję i ten moment „aha”, kiedy coś w głowie zaczyna się układać.
Ale pozwólmy im żyć bez przymusu daty 1 stycznia. Bez fanfar, bez „nowy rok, nowy krok”, bez presji, że jak nie teraz, to już nigdy.
To może być środa. Zwykła, nijaka środa. I w sumie — dlaczego nie? Życie rzadko zmienia się od poniedziałku, a już na pewno nie od sylwestrowej północy.
W decyzjach nie chodzi o to, kiedy je podejmujesz. Chodzi o to, czy jesteś gotów pokonać strach przed ich realizacją. I czy — to kluczowe — są one zgodne z Tobą, Czytelniku, a nie z checklistą, ambicjami sąsiada albo motywacyjnym cytatem, który dobrze wygląda na tle zachodu słońca.
Data, czemu akurat 1 stycznia niby??
Datę, dzień wybierz sobie jaki chcesz. Fajne jest to, że w każdej chwili na planecie jest jakaś WAŻNA dla danego rejonu data.
W wielu kulturach Nowy Rok i początek nowego cyklu życia przypadają na zupełnie inne daty, często związane z innymi kalendarzami (księżycowymi, lunisolarami, astronomicznymi) albo ważnymi momentami w cyklu przyrody — jak równonoc wiosenna czy okres po zbiorach.
Ta różnorodność przypomina nam, że „nowy początek” nie musi być skodyfikowany przez jedną datę w kalendarzu gregoriańskim — i że Twoje własne decyzje, postanowienia czy zmiany mogą zaczynać się kiedykolwiek, niekoniecznie 1 stycznia. To logiczne i kulturowe potwierdzenie, że nie ma jednej „właściwej” daty, by zacząć coś nowego.
Do wyboru, do koloru
Światowy standard – 1 stycznia
W większości krajów używa się 1 stycznia jako daty rozpoczęcia Nowego Roku według kalendarza gregoriańskiego, który stał się globalnym standardem.
Chiński Nowy Rok – styczeń/luty
W wielu kulturach azjatyckich Nowy Rok przypada wg kalendarza księżycowo-słonecznego – dlatego Chiński Nowy Rok przypada między styczniem a lutym, zwykle między 21 stycznia a 20 lutego, i obchodzi się go przez wiele dni.
Nowruz – około 20 marca
W krajach takich jak Iran, Afganistan, Turcja czy Azerbejdżan Nowy Rok (Nowruz) przypada około 20 marca, w dniu równonocy wiosennej. To święto o ponad 3-tysiącletniej tradycji, symbolizujące odrodzenie natury i nowy cykl.
Islamski Nowy Rok – data ruchoma
W kulturach islamskich Nowy Rok (tzw. Hijri New Year) przypada na pierwszy dzień miesiąca Muharram w kalendarzu islamskim, który jest w pełni kalendarzem księżycowym, więc jego data przesuwa się o około 10–12 dni w stosunku do roku gregoriańskiego.
Rosh Hashanah – wrzesień/październik
W judaizmie Nowy Rok (Rosh Hashanah) przypada we wrześniu lub październiku według kalendarza hebrajskiego, który również różni się od gregoriańskiego.
Songkran – połowa kwietnia
W Tajlandii i krajach Azji Południowo-Wschodniej Nowy Rok (Songkran) obchodzony jest 13–15 kwietnia, tradycyjnie z obrzędami oczyszczającymi i wodnymi.
Nowy Rok w innych tradycjach
– Balijski Nyepi (Indonezja) – ruchoma data w marcu/kwietniu;
– Etiopski Nowy Rok (Enkutatash) – 11–12 września;
– Diwali / Nowy Rok w Indiach – październik/listopad.
Także tego, wybieraj człeku Nowy Rok jak sobie życzysz. Nie daj się omamić kulturze gregoriańskiej. A poprzeglądaj sobie kalendarz z różnymi świętami i dlaczego nie zacząć się zmieniać od dnia np pierwszego dnia wiosny, czy święta Smoka?
Zmiana to zmiana, decyzja to decyzja. Nie ma daty, ani terminu przydatności.
W decyzjach nie chodzi o to, kiedy je podejmujesz. Chodzi o to, czy jesteś gotów pokonać strach przed ich realizacją. I czy — to kluczowe — są one zgodne z Tobą, Czytelniku, a nie z checklistą z internetu, ambicjami sąsiada albo motywacyjnym cytatem, który dobrze wygląda na tle zachodu słońca.
I jeszcze jedno: WAŻNE!!!!
niech tych decyzji nie będzie dziesięć.
Bo „od 1 stycznia”:
- koniec z paleniem,
- koniec z Netflixem,
- koniec ze złym jedzeniem,
- siłownia pięć razy w tygodniu,
- bieganie o świcie,
- latem rower,
- wspinaczka,
- medytacja,
- wstawanie o 5:30,
- i jeszcze zmiana całego życia osobowo-zawodowego
…to nie plan. To klasyczny przepis na wkurwa. I poczucie winy. Nie poczucie wina….co to to nie, no chyba, żeby zapić tego „poczucia winy”. Nie polecam, to bez sensu.
Im więcej pomysłów na raz, tym mniejsze szanse na realizację, więcej napięcia, złości, a potem klasyczny finał.
frustracja i wewnętrzny monolog pod tytułem „no jasne, znowu się nie udało, jaki ja jestem beznadziejny, nawet w postanowienia nie umiem”. A to zwyczajnie nieprawda.
Kolejna Tajemnica – Każdy umie wytrwać. Dowodem jest namiętne jedzenie słodyczy, mimo że doskonale wiesz, że to lipa. Skoro potrafisz być konsekwentny w tym, co Ci nie służy, to ZAUWAŻ, że znaczy to ni mniej ni więcej, że umiejętność wytrwania już masz. Trzeba ją tylko przekierować.
Dlatego mikrodecyzje i mini-postanowienia — tak, zdecydowanie tak.
Nie „rzucam palenie na zawsze”, tylko: dziś nie palę. Jeden dzień. A czemu NIE, a co mi tam
Potem przybij sobie piątkę , fizycznie i ogarnij drugi dzień bez fajura. I trzeci.
A jak będzie wpadka?
To będzie jeden dzień wpadki, nie życiowa porażka. Jutro znów może być sukces.
To podejście ma solidne podstawy metodologiczne. Psychologicznie działają:
- krótkie horyzonty czasowe, bo mózg nie panikuje na myśl o „na zawsze”;
- wzmocnienie pozytywne (radość z małego sukcesu zamiast kary za potknięcie);
- sekwencyjność — jeden dzień sukcesu buduje gotowość na kolejny;
- oraz brak dramatyzowania błędów, które pozwala wrócić na ścieżkę zamiast ją porzucić.
Nie rób nic na siłę. Rób to, co czujesz, że Ci służy. Spokojnie.
Radość z „tu i teraz” jest ważniejsza niż idealna wersja siebie w przyszłości. Zresztą, co to znaczy IDEALNY??
Jeden dzień bez słodkiego to sukces.
Dwa dni — dwa sukcesy.
A nawet jeśli jeden dzień się nie uda? To tylko jeden dzień. Jutro znów masz szansę coś wygrać.
I o to właśnie chodzi. Nie o perfekcję. O ciągłość.
Na koniec i dzisiejszego wpisu i roku 2025
Zamiast klasycznego „zdrowia, szczęścia i pomyślności”, które wszyscy już znamy na pamięć i które niewiele robi poza miłym brzmieniem
życzę Ci czegoś innego.
Odwagi
do bycia w zgodzie ze sobą, nawet jeśli nie zawsze jest to wygodne.
Spokoju,
który nie wynika z braku problemów, tylko z umiejętności radzenia sobie z nimi.
Decyzji
podejmowanych nie z lęku, presji ani porównań, ale z uważności na to, co naprawdę jest Twoje.
Życzę Ci, żebyś Czytelniku częściej wybierał wystarczająco dobrze zamiast idealnie. Żebyś umiał odpuścić bez poczucia winy i zaczynać od nowa bez biczowania się za potknięcia. Żebyś widział(a) sukces w małych krokach, a sens w codzienności, nie tylko w wielkich planach.
Niech nadchodzący rok 2026 będzie mniej o „muszę”, a bardziej o „chcę”.
Mniej o udowadnianiu, a bardziej o doświadczaniu.
I niech każda decyzja, nawet ta najmniejsza, prowadzi Cię kawałek bliżej siebie.
Reszta przyjdzie sama.
Także z Nowym Rokiem – Nowym Krokiem…Obojętnie którym…
Możemy iść wspólnie i razem. Zawsze raźniej.

