Stres i nerwy przed startem?
Sprawdź, jak nie spalić się mentalnie.
Dziś zaczyna się rok szkolny. Uczniowie maszerują z tornistrami większymi od siebie. Nauczyciele poprawiają miny na entuzjastyczne, a w powietrzu unosi się zapach świeżych zeszytów i starych wymówek. I choć sport wyczynowy nijak się pokrywa z kalendarzem szkolnym, bo zawodnik nie ma wakacji od potu ani wolnego od zakwasów, to jednak 1 września jest dobrym momentem, żeby umownie postawić grubą kreskę i powiedzieć: nowy rok, nowy krok.
Tak jak uczniowie mają klasówki i egzaminy, tak sportowcy mają starty. Zasada jest ta sama: przygotowujesz się długo, cierpisz w ciszy, a potem przychodzi dzień, w którym wszystko ma się zmieścić w kilku minutach. Zmienia się tylko scenografia. Zamiast kredy i tablicy masz sędziego i zegar, a stres działa dokładnie tak samo.
Dlatego właśnie teraz warto się zatrzymać i zastanowić: co zrobić, żeby w tym umownym roku szkolnym sportowca być lepszym. Nie perfekcyjnym, nie medalowym, po prostu lepszym od samego siebie sprzed miesiąca. Bo tak jak 1 stycznia jest pretekstem do obiecywania sobie cudów – nowej ja, tak 1 września może być świetnym pretekstem do przeczytania o stresie, zaprzyjaźnienia się z nim i nauczenia, jak zamiast paraliżować może stać się dodatkowym napędem.
Dlaczego stres przed zawodami jest czymś normalnym?
Każdy sportowiec – nieważne czy to mistrz świata, lokalny heros z ligi powiatowej czy dziecko, które dostało pierwsze kolce w prezencie na komunię, trenuje po to, żeby świat (ten mały, czyli mama, sąsiadka i pan z kiosku, oraz ten duży, czyli telewizja, federacja i kibice z transparentami) zobaczył, co udało się wykuć w pocie, łzach i szeregu innych płynach ustrojowych.
Bo nie oszukujmy się: trening to nie tylko heroizm. To:
– wstawanie o piątej, żeby przebiec się w deszczu, choć koledzy ze szkoły śpią spokojnie.
– odmawianie sobie pączka, kiedy wokoło pachnie wypiekami z cukierni.
– jeszcze jedno powtórzenie, kiedy już dawno masz dość.
I wszystko po to, żeby potem, przez dwie minuty, dziesięć sekund albo trzy setne pokazać światu swój mały teatr.
Stres startowy nie pyta, kim jesteś i jaką dyscyplinę trenujesz.
To taki gość, który pojawia się na każdej imprezie. Nie wiesz, kto go zaprosił, ale i tak stoi już w kuchni i zjada chipsy.
W sportach indywidualnych spada na barki jednego człowieka, który sam odpowiada za wynik, za błąd i za sukces.
W drużynowych niby się dzieli, ale za to mnoży: nie dość, że trzeba zrobić swoje, to jeszcze trzeba się martwić, czy kolega z drugiej linii nie dostanie akurat zadyszki ze stresu, a bramkarz nie zamyśli się nad czymkolwiek.
Różnie się to rozkłada – jak treningi: indywidualne pod siebie, grupowe pod całość. Ale przygotowanie mentalne? Zawsze samotne. Nikt ci w głowie nie usiądzie. Nikt za ciebie nie oswoi tremy, nie powie: spokojnie, przecież umiesz.
Znaczy powiedzieć może, tylko jeśli tego nie przepracujesz samemu w ciszy, samotności ze zrozumieniem, to gadanie wszystkich wokoło niczego nie zmieni.
Są jeszcze sporty wymierne i niewymierne.
W tych pierwszych tarcza, zegar czy linijka są nieubłagane. Wynik jest czarno na białym i żaden sędzia, choćby miał najbardziej kapryśne gusta, ci go nie zabierze.
W drugich artystycznych, ocenianych wchodzi czynnik ludzki. A ludzie to wiadomo: mają swoje sympatie, antypatie, gusta i przesądy. Jeden lubi dynamikę, inny płynność, trzeci patrzy tylko, żeby włosy i fryzura z kostiumem się zgadzały.
Dlatego sukcesem nigdy nie jest sam medal. Medal to efekt. Sukces to droga, którą przeszedłeś, i fakt, że na starcie pokazujesz maksimum tego, co umiesz. Startujesz nie po to, by zdobyć uznanie, tylko by wyciągnąć z siebie wszystko, co udało się zbudować przez lata treningu. Jeśli to zrozumiesz i osadzi się w tobie takie podejście jesteś zwycięzcą.
RMP (Reiss Motivation Profile)
Nie lubię słowa „walczyć”. Bo walczyć – to od razu brzmi jak wojna, agresja, jakaś negatywna emocja, a sport nie musi być przecież okopami. Poza tym (tu z własnych doświadczeń) motywatory są różne – RMP (Reiss Motivation Profile) pokazuje, że nie każdy lubi rywalizację i nie każdy ją rozumie. Jednych to nakręca, innych paraliżuje. Motywatory do działania, treningu i startu u każdego są inne w różnym natężeniu i niekoniecznie chodzi o rywalizację. Dobrze jest znać które aspekty są naszymi wyzwalaczami i jak je karmić żeby osiągać to co zaplanujemy i to co chcemy.
Dlatego z pomocą przychodzi RMP jako narzędzie pozwalające na maksymalne wykorzystanie twojego potencjału. Po wykonaniu analizy możemy precyzyjnie określić, co indywidualnie Cię napędza, motywuje, a co działa demotywująco. Ta wiedza pozwala zbudować skuteczny plan mentalny i strategię startową dopasowaną do Twojego charakteru i potrzeb. To idealny punkt wyjścia, by w pełni wykorzystać checklistę mentalną w praktyce. Potrzebujesz 2 godzin, żeby się dowiedzieć wszystkiego co niezbędne.
Jak działa stres startowy – biologia i psychologia w praktyce
Rywalizacja to tylko jeden z elementów startu, a nie jego sedno. Sednem jest pokazanie siebie, a nie zakładanie hełmu i bagnetu.
Wyjście na start to sytuacja wyjątkowa. W teorii to tylko kolejny trening, tylko w innym miejscu. W praktyce ciało i głowa reagują tak, jakbyśmy mieli stoczyć pojedynek o przetrwanie. To nie przypadek. To ewolucja i biologia w czystej postaci.
Biologia stresu – czyli dlaczego serce wali jak młot?
Kiedy zbliża się moment startu, uruchamia się układ współczulny. Jest częścią układu nerwowego odpowiedzialna za reakcję „fight or flight” (walcz albo uciekaj).
- Mózg (ciało migdałowate) wysyła sygnał: „Uwaga! To ważne!”.
- Nadnercza wyrzucają adrenalinę i noradrenalinę. Efekt?
- Serce bije szybciej – żeby dotlenić mięśnie.
- Oddech przyspiesza – więcej tlenu trafia do płuc.
- Mięśnie są sztywne i napięte – gotowe do akcji.
- Krew odpływa z żołądka – dlatego masz „motyle” albo mdłości.
Chwilę później włącza się kortyzol – hormon, który pomaga utrzymać energię i koncentrację przez dłuższy czas.
Z punktu widzenia organizmu wygląda to tak: „Masz przed sobą wyzwanie. Wchodzimy na turbo.”
To dlatego przed startem czujesz:
- suchość w ustach,
- spocone, zimne dłonie,
- drżenie, sztywność nóg,
- przyspieszony puls.
Nie jesteś słaby – jesteś po prostu dobrze zaprogramowany. To jest normalne.
Psychologia stresu – co robi głowa?
Stres startowy to nie tylko biologia, to też gra myśli i emocji.
Struktura stresu:
- Komponent fizjologiczny – ciało reaguje (pocenie, bicie serca i objawy z ciała wymienione wyżej).
- Komponent emocjonalny – pojawiają się uczucia: strach, niepokój, ale też ekscytacja. Uczucia mobilizujące pozytywne i te negatywne co to nas paraliżują.
- Komponent poznawczy – myśli w stylu: „A co, jeśli się nie uda?”, „Muszę wygrać!”, „Nie mogę zawieść.”
I teraz kluczowa rzecz: to nie stres sam w sobie jest problemem, tylko nasza INTERPRETACJA stresu. To od nas zależy, czy uwierzymy naszym myślom. Nie zawasze musimy wierzyć w to co nam głowa podpowiada.
- Jeśli myślisz: „Boże, jestem zdenerwowany, na pewno spalę start” – stres paraliżuje.
- Jeśli myślisz: „Serce bije szybciej, super, organizm wchodzi na obroty. WOOOOOOOOW jedziemy!!!” – stres mobilizuje.
- Ale jeszcze jest jedna opcja, jak za bardzoe to nasze WOOOOOOW jedziemy!!! się rozpędzi to przekraczamy nasz pik pozytywny – stres nas spala.
Dlaczego tak się dzieje akurat na zawodach?
Na treningu:
- znasz otoczenie,
- nie ma presji czasu,
- jest cała ekipa z którą się trenuje,
- możesz „pościemniać” i nie przez cały czas jesteś obserwowany czujnym okiem
- nie czujesz spojrzeń publiczności ani sędziów.
Na zawodach:
- pojawia się ocena zewnętrzna – „ktoś mnie ogląda, ktoś mnie oceni”,
- dochodzi stawką – wynik, awans, medal,
- włącza się porównywanie z innymi – „co jeśli jestem gorszy?”.
Mózg nie odróżnia tego od sytuacji zagrożenia. Stąd ta sama reakcja, co kiedyś na widok dzikiego zwierza: przyspieszone bicie serca, napięcie mięśni, gotowość do walki albo ucieczki. Jest Akcja musi być Reakcja
Dobry stres vs. zły stres
Psycholog Hans Selye nazwał to odpowiednio eustresem (dobrym stresem) i distresem (złym stresem).
- Eustres – mobilizuje, dodaje energii, pomaga być czujnym.
- Distres – przytłacza, powoduje chaos w głowie, błędy techniczne, „spalanie się” psychiczne.
Różnica? Nie w samym stresie, tylko w naszej reakcji i nastawieniu. Czyli naszed Decyzji.
Praca nad czynnikami stresu w taki sposób żeby znaleźć złoty środek to też część treningu. Żeby tak się zakolegować z samym sobą stratowym, coby zakodować i nauczyć się który moment jest tym naszym punktem maksymalnej mobilizacji. Nie tym wzrastającym, dopiero się budzącym. Nie tym co na „zjada” i wpędza w panikę i nie tym co już nas tak nakręcił, że czujemy zmęczenie. Znalezienie punktu kulminacji tak, żeby nas otoczył ramieniem w chwili wyjścia na arenę sportową i dodał 50% do sukcesu.
Jak radzić sobie ze stresem przed startem na zawodach?
- Nie walcz ze stresem. Jeśli chcesz być „w ogóle spokojny”, będziesz sfrustrowany, bo ciało i tak zrobi swoje.
- Uznaj stres za sprzymierzeńca. Powiedz sobie: „Ok, bije serce, ręce się pocą – znaczy, że jestem gotowy.”
- Powtarzalność i rytuały. Twój mózg lubi schematy. Jeśli na treningu robisz zawsze to samo, zrób to i na starcie.
- Skupienie na zadaniu, nie na wyniku. Wynik często zależy od sędziów, rywali, warunków – nie od Ciebie. Zadanie zawsze zależy od Ciebie.
Bonus – stres jest dla każdego taki sam
Nieważne, czy jesteś olimpijczykiem, amatorem, czy biegasz tylko w zawodach lokalnych.
Mechanizmy biologiczne i psychologiczne są te same.
Różnica jest tylko w umiejętności zarządzania stresem – czyli w treningu mentalnym.
Chcesz przekształcić stres startowy w realną przewagę i pokazać maksimum swoich możliwości na zawodach? Skontaktuj się ze mną – przeprowadzę analizę Twoich indywidualnych motywatorów, przygotujemy Twój spersonalizowany plan mentalny i wdrożymy wszystkie punkty checklisty w praktyce, tak abyś w ciągu kilku miesięcy lub całego sezonu startowego był gotowy w 100%.
Podsumowanie
Stres startowy nie jest wrogiem. To naturalna, biologiczna reakcja, która kiedyś chroniła nas przed dzikim zwierzem, a dziś mobilizuje do walki na bieżni, macie, scenie czy estradzie.
Kluczem nie jest „pozbyć się stresu”, tylko oswoić go i skierować we właściwą stronę.
Klucz?
Nie uciszać stresu, tylko go oswoić. Bo bez niego byłoby jak z grą na konsoli bez prądu – niby jesteś gotów, ale nic się nie dzieje. Znalezienie złotego środka, czyli takiego Potworka, który jest, gotowy, lekko cię smyra i dokucza, ale nie przeszkadza to najtrudniejsze w opcjach opanowania balansu. Bo jak nam się ten Potworek nie obudzi, to też nie dobrze, bo nasza mobilizacja jest wyłączona, zaspana i nici z adrenalinowego strzału działania cudów.
Na koniec pamiętaj: nie ma znaczenia, czy jesteś mistrzem świata, lokalnym amatorem, czy dopiero zaczynasz. Start to nie egzamin życia, tylko kolejna okazja, żeby zrobić swoje najlepiej jak umiesz. A stres? To Twój kibic. Trochę głośny, trochę dziwny, ale jeśli nauczysz się go traktować jak sprzymierzeńca – zamiast Cię palić, będzie Cię napędzać.
Mentalna Checklista Startowa
Przeczytaj każdy z punktów, zastanów się nad nim. Przetrenuj każdy z nich w systemie treningowym i zdecyduj, które punkty są Twoje. Przepisz te punkty odręcznie na kartkę (tak się tworzy ślad pamięciowy ułatwiający zapamiętywanie) i zabieraj za każdym razem na zawody. Traktuj odhaczanie kolejnych punktów jako jeden z rytuałów.
1. Oddech na start
3–5 głębokich wdechów (4 sekundy wdech, 6 sekund wydech).
To Twój sygnał bezpieczeństwa – ciało się uspokaja, a mózg dostaje informację: „kontroluję sytuację”.
2. Powtarzalna rozgrzewka
Zrób dokładnie to, co zawsze na treningu. Ani mniej, ani więcej.
Rutyna = pewność siebie. Twój mózg lubi znajome schematy.
3. Twoje rytuały – osobiste supermoce
Ta sama playlista, ta sama mantra, te same kroki.
Powtarzalność to nie przesąd – to kodowanie startowego trybu „wojownika”.
4. Wynik? Odpuszczamy.
Skup się na jakości wykonania, nie na medalu.
Twój sukces to pokazanie 100% tego, co potrafisz – wynik to bonus.
5. Strach = turbo
Przyspieszone serce? Spocone dłonie? To normalne.
Zmień narrację: „to moja energia do działania”.
6. Mentalna rozgrzewka
Tak samo ważna jak fizyczna:
- 30 sek. wizualizacji krok po kroku,
- spokojny oddech (4–6),
- krótkie hasło (np. „Spokój i ogień”).
Dzięki temu głowa i ciało grają w jednej drużynie.
7. Wyłącz rywalizację z innymi
Jedyna prawdziwa konkurencja: JA dziś vs JA wczoraj.
Skupienie na sobie to spokój i większa kontrola.
8. Uśmiech
Nawet sztuczny działa.
Mózg wierzy, że „jest dobrze”, a ciało automatycznie się rozluźnia.
9. Krótka mantra na koniec
Powiedz w głowie jedno zdanie:
- „Robię swoje.”
- „Spokój i ogień.”
- „Jadę po swoje.”
To kotwica, która daje Ci skupienie i moc na start.
Przećwicz punkty checklisty i poczuj, jak stres staje się Twoim sprzymierzeńcem.
Chcesz w pełni wdrożyć wszystkie punkty i wypracować swoje rytuały startowe? Skontaktuj się ze mną – przygotujemy Twój spersonalizowany plan mentalny – Kod Zwycięzcy.

